Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harris Joanne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harris Joanne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2011

Joanne Harris, Świat w ziarnku piasku

Po przeczytaniu Czekolady byłam pewna, że po książki tej autorki jeszcze sięgnę. I tak się stało. Chociaż na półce stoją niedawno zakupione Rubinowe czółenka będące kontynuacją Czekolady, najpierw sięgnęłam po biblioteczny egzemplarz powieści Świat w ziarnku piasku.
Ponownie Joanne Harris zabrała mnie w wykreowany przez siebie świat na pozór realny i rzeczywisty, ale jednocześnie pełen magii.

Madeleine Prasteau, zwana przez wszystkich Mado, jest główną bohaterką a jednocześnie narratorką powieści. Urodziła się i większość swojego dzieciństwa spędziła na wyspie Le Devin u wybrzeży Wandei w osadzie zwanej Les Salants. Jednak jej matka, która pochodziła z kontynentu, nie mogąc przyzwyczaić się do wyspiarskiego życia, postanowiła opuścić wyspę i wraz z Mado udała się do Paryża. Teraz Mado, po śmierci matki, postanowiła powrócić do rodzinnej miejscowości. Nie było jej dziesięć lat. Mado cieszy się z powrotu, a jednocześnie ma pewne obawy. Zastanawia się jak przyjmie ją ojciec, który do tej pory nie odpisał na żaden z jej listów; jak przyjmą ją pozostali mieszkańcy wyspy.

Po przyjeździe Mado zauważa spore zmiany i to niestety zmiany na gorsze. Mieszkańcy Les Salants mają problemy z połowem ryb i homarów, część wioski została zalana, woda wdziera się na ląd zabierając fragmenty wybrzeża. A wszystkiemu winne są przypływy i odpływy, które zmieniły swój kierunek. 
Niepokojące jest jednak to, że mieszkańcy Les Salants nie podejmują walki o swoją wioskę. Żyją zasklepieni w  swojej tradycji i przesądach; ważniejsze są dla nich stare, zadawnione animozje niż potrzeba współdziałania. Tak więc naprawdę nic się nie zmieniło.

Mado nie miała zamiaru zostawać tu dłużej. W Paryżu zostawiła swoje małe mieszkanko i chciała tam wrócić. Teraz jednak uświadomiła sobie, że należy do społeczności Les Salants, że wyspa jest jej prawdziwym domem. Postanawia więc pomóc mieszkańcom wioski, zmusić ich do współpracy, do walki o plażę, o ziemię wciąż zabieraną przez morze. Niespodziewanie dla siebie znajduje oparcie w przybyszu, cudzoziemcu. Richard Flynn, zwany przez mieszkańców Les Salants Rougetem dla swojej rudej czupryny, jest tajemniczym mężczyzną, przybyłym z kontynentu, który szybko zjednuje sobie przychylność wyspiarskiej społeczności. 
Czy Mado i Flynnowi uda się zmienić mentalność tej tradycyjnej społeczności? Czy zwaśnione rodziny będą w stanie zapomnieć o wzajemnej niechęci i połączyć siły w walce z houssinianami? Czy Mado uda się naprawić stosunki z ojcem - małomównym, zamkniętym w sobie, rozgoryczonym, żyjącym przeszłością dziwakiem? I oczywiście czy Mado i Flynna połączy uczucie, czy będą potrafili znaleźć drogę do siebie, czy będą mogli sobie zaufać?

O tym wszystkim można przekonać się sięgając po  powieść Joanne Harris Świat w ziarnku piasku. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Autorka stworzyła barwny świat wyspiarskiej społeczności. Ukazała trudy, uciążliwości i niebezpieczeństwa życia na wyspie. Jednocześnie nie pominęła jego piękna, które tkwi w zmaganiu się z trudnościami, w pokonywaniu własnych słabości, w dążeniu do zrozumienia siebie i do realizacji swoich marzeń. 

Niewątpliwym plusem powieści są ciekawe, barwne i sugestywne postaci bohaterów. Mieszkańcy Les Salants to ludzie nietuzinkowi, skrywający wielkie tajemnice, odważni, prawi, twardo stąpający po ziemi. Matthias Guenole, jego syn Alain i wnuk Ghislain, Aristide Bastonnet i jego wnuk Xavier, Capucine, Toinette, Cloude Brismand i przede wszystkim Gros Jean - ojciec Mado - to tylko niektórzy z przewijających się na kartach powieści bohaterów. Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny. 

Wielką sympatią darzyłam główną bohaterkę. Mado jest osobą, która łączy w sobie siłę, wolę walki, wytrwałość w dążeniu do celu, upór z wrażliwym  usposobieniem. Jest zarazem twarda i delikatna. Jest twardo stąpającą po ziemi realistką i marzącą o miłości i bliskości romantyczką. Nie poddaje się przeciwnościom, nie rezygnuje,  potrafi zapanować nad rozgoryczeniem. Jednocześnie łatwo ją zranić. 

Książkę, jak już pisałam, czyta się szybko. Akcja może nie porywa swoją wartkością, toczy się w sobie właściwym tempie, tempie życia na wyspie, gdzie czasem długi czas nic się nie dzieje, a czasem przebieg wydarzeń jest tak gwałtowny, że trudno za nim nadążyć. Autorka pobudza też naszą ciekawość utrzymując ją w pełnej gotowości, poprzez misternie skonstruowaną sieć tajemnic i niedomówień. Chcąc je rozwiązać, chcąc się czegoś dowiedzieć - pochłaniamy historię opowiedzianą przez Mado. I choć zakończenia niektórych wątków są przewidywalne, to są momenty, w których autorka potrafi nas zaskoczyć i wytrącić nasze myśli i przypuszczenia z utartych kolein.

Świat w ziarnku piasku to może nie literatura przez ogromne L, ale na pewno dobra powieść do przeczytania w wolnej chwili. Powieść, która poprawi nasze samopoczucie, która umili nam czas spędzony na plaży (myślę, że bardzo dobrze czytałoby się ją właśnie nad morzem, gdy fale obmywają nasze stopy a my zażywamy słonecznej kąpieli) lub pod kocem przy buzującym na kominku ogniu i z kubkiem parującej kawy w ręku.

Moja ocena: 5/6

Ps. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz - dlaczego książkę tą umieszczono w bibliotece na półce z fantastyką. Owszem jest w niej odrobina magii, ale ....

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Joanne Harris, Czekolada

Zacznę nietypowo, bo od filmu, a nie od książki. Na podstawie powieści Joanne Harris powstał bowiem film w reżyserii Lasse Hallstroma. Oglądałam go już wiele razy i dopiero niedawno dowiedziałam się o literackim pierwowzorze Vianne i Rouxa.
Film mnie po prostu zauroczył. Niesamowita, baśniowa prawie atmosfera, sennego małego miasteczka wyłaniającego się z okrywającej go mgły, od pierwszych scen porywa i wciąga widza. Nieokreśloność czasu i miejsca (historia mogła się wydarzyć kiedykolwiek i gdziekolwiek) jeszcze bardziej uwydatnia uniwersalność opowiedzianej historii. Historii kobiety i jej córki, które przyprowadził wiatr. Kolejnym elementem tworzącym niepowtarzalny klimat jest wszechobecna czekolada. W różnych postaciach i formach przewija się cały czas przed naszymi oczami. Kusi i czaruje, tak jak kusi i czaruje główna bohaterka Vianne Rocher. Zagrana przez Juliette Binoche jest dopełnieniem pełnej magii atmosfery filmu. Piękna, czarująca, mądra, dobra, tajemnicza - zmienia samą swoją obecnością i swoim zachowaniem mieszkańców miasteczka począwszy od tych, którzy szybko akceptują jej obecność, a skończywszy na najbardziej opornych. Jej słowa "Twoje ulubione" towarzyszą każdej osobie odwiedzającej jej chocolaterię.
Ale nie tylko Vianne jest ozdobą filmu. Towarzyszą jej inni barwni i niepospolici bohaterowie grani przez doborowa kadrę aktorską: Judi Dench, Lenę Olin, Alfreda Molinę i oczywiście cudownego, niesamowitego i  czarującego  Jhonnego Deppa.
A całości dopełnia cudowna, klimatyczna muzyka Rachel Portman.


I wreszcie przyszedł czas na powieść Joanne Harris. Wiem, że to co teraz napiszę będzie odwróceniem kolejności, ale muszę to napisać. Na książce się nie zawiodłam. Odnalazłam w niej ten sam klimat, tę sama magiczną i baśniową atmosferę co w filmie. Wypisuję herezje, ale to prawda. Gdybym najpierw przeczytała książkę napisałabym to samo. 


Początkowo czytałam książkę z pewnymi oporami. Porównywałam wszystko z filmem i od samego początku wiele rzeczy mi nie pasowało. Comte de Reynaud zamienił się w księdza Francisa Reynaud, tajemniczy Pantoufle z kangura stał się królikiem ..... Stop! Przecież to wszystko na odwrót. Przecież to powieść była pierwsza. Od kiedy uświadomiłam sobie tę prawdę zaczęłam zupełnie inaczej odbierać czytaną opowieść. Starałam się nie myśleć o filmie, nie porównywać. I udało się . Powieść Joanne Harris całkowicie mną zawładnęła. 
Losy Vianne Rocher  i jej córki Anouk. Dwóch kobiet, które przywiał do małego miasteczka wiatr zapustów. Vianne od zawsze podróżowała. Najpierw z matką, potem z córką. Teraz wydawało się im, że wreszcie znalazły swoje miejsce. Sześcioletnia Anouk, która by nie być samotną, wymyśliła sobie króliczka - przyjaciela o wdzięcznym imieniu Pantoufle, teraz szybko znalazła prawdziwych przyjaciół. A jej matka oczarowała, a może zaczarowała, znaczną część miasteczka. Wiele osób dzięki Vianne zmieniło swoje życie, odnalazło właściwą drogę. Tylko niektórzy pozostali nieczuli na jej czary, a wśród nich cure Reynaud.
Delektowałam się tą książką, jak lubię delektować się filiżanką gęstej, gorącej, gorzkiej czekolady . Poznawałam bohaterów i ich problemy. Zżyłam się z mieszkańcami miasteczka. Nieraz nieświadomie zestawiałam ich historie z tymi opowiedzianymi w filmie, ale wcale mi to nie przeszkadzało. W kilku wypadkach film stanowił według mnie dopowiedzenie bądź wyjaśnienie epizodów zamieszczonych w powieści. W jednym wypadku byłam nawet wdzięczna twórcom filmu za wprowadzone zmiany. Myślę tu o postaci Roux. W filmie jest on bardziej wyrazisty i odgrywa większą rolę w życiu Vianne. (Wszystko to zapewne za przyczyną niepowtarzalnego Jhonnego Deppa).
Ogromnie rozrósł się ten mój post. Więc będę zbliżać się do podsumowania. Zanim to jednak nastąpi muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię. Myślę tu o zderzeniu dwóch postaw: katolickiej reprezentowanej przez cure Reynouda oraz ..... i tu brak mi określenia: magicznej, ateistycznej, agnostycznej, a może po prostu otwartej na drugiego człowieka.... reprezentowanej przez Vianne. Mimo, że jestem osobą wierzącą nie odebrałam tego jako czegoś negatywnego. Raczej jako wystąpienie przeciwko każdej obłudzie, także tej reprezentowanej przez tzw. katolików (którzy z wiarą i tak ważnym dla niej miłosierdziem mają nieraz niewiele wspólnego). W filmie problem ten został niewątpliwie złagodzony dzięki zastąpieniu postaci księdza merem miasteczka, osobą religijną (a może "religijną") ale niewątpliwie świecką. Muszę tylko wspomnieć o jednej kwestii, na którą patrzę trochę krytycznie, a mianowicie na umieszczenie akcji urodzin Armande Voizin w Wielki Piątek. Trochę mnie to zabolało i zniesmaczyło. 
A teraz podsumowanie: zarówno powieść jak i film całkowicie mnie zauroczyły. Do tego stopnia, że nie potrafię wypatrzeć w nich wielu wad, które zapewne gdzieś istnieją. Ale nie dla mnie. 
Polecam tym, którzy jeszcze nie czytali i nie oglądali. Warto. Tylko łasuchy muszą uważać, szczególnie na filmie, i mocno trzymać się w ryzach.

Moja ocena:  książki 5/6, filmu 6/6 (jednak, chyba oczywiście za wzbogacenie roli Rouxa granego przez Jhonnego)

A na koniec jeszcze jeden filmik z muzyką z filmu i oczywiście z cudownym Jhonnym.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...