Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 września 2011

O pożytkach z wyszywania

Co ma wspólnego haft krzyżykowy z książkami? W moim przypadku wiele. 
Zapisałam się na wspólne haftowanie zwane RR czyli Round Robin (zabawa hafciarek wykorzystujących algorytm karuzelowy - czymkolwiek on jest). Właściwie powinnam zacząć już wyszywanie, ale zanim wybrałam się z mojej wsi na hafciarskie zakupy trochę czasu minęło. 
Dziś udało mi się wymknąć do wielkiego miasta Łodzi. I oczywiście nie mogłam przejść obok księgarni i antykwariatu aby do nich nie wstąpić. A po powrocie zastałam w domu paczkę z książkami zamówionymi w wydawnictwie Prószyński. 
Oto moje książkowe nabytki. Kolejne do ustawienia się w kolejce do czytania. A ostatnio byłam też w bibliotece i nie mogłam wyjść z pustymi rękami (bibliotecznego stosiku nie prezentuję; będzie widoczny w pojawiających się wpisach; poznać łatwo, bo zdjęcia okładek są gorszej jakości - obłożone w folię).


Tradycyjnie już od góry:
1. Sue Monk Kidd, Sekretne życie pszczół (zakupione w antykwariacie, dawno upatrzona pozycja)
2. Nicholas Sparks, Anioł stróż (także w antykwariacie i też od dawna poszukiwana)
3. Kate Morton, Zapomniany ogród (j.w. widziałam pochlebną recenzję na którymś z blogów i spodobała mi się okładka)
4. Sarah Waters, Ktoś we mnie (j.w. także dawno upatrzona; wiele słyszałam o autorce i sama się chcę przekonać jak pisze)
5. Sam Savage, Firmin (kupiona w księgarni za pół ceny; zachęciła mnie pozytywna recenzja; zakup pod kontem wyzwania czytelniczego)
6. Grażyna Bąkiewicz, Coś za coś (kupiona za pięć złotych w wydawnictwie; w czwartek wybieram się na spotkanie z autorką, do tej pory nic nie czytałam, więc warto przed spotkaniem przejrzeć choć jedną książkę; poza tym autorka jest z Łodzi - warto znać twórczość lokalnych autorów)
7. Gwen Cooper, Odyseja kota imieniem Homer (kocia literatura więc dla mnie obowiązkowa; zakup przy okazji powieści pani Bąkiewicz)
8. Michael McDowell, Tabitha King, W cieniu płonących świec (zakup w wydawnictwie, znów spowodowany pozytywną recenzją)

Teraz pozostaje mi tylko umiejętne lawirowanie pomiędzy haftem a książką. Jednak jestem wielką optymistką i mam nadzieję, że sobie poradzę.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

James Rollins, Mapa trzech mędrców

To kolejna powieść tego autora, której bohaterami są agenci pewnej tajnej organizacji zwanej Sigma. Jej działalność jest tak tajna, że wie o niej bardzo niewiele osób w całych Stanach. 
Na jej czele stoi Painter Crowe, a do jego najlepszych i najbardziej ulubionych agentów należą: Grayson Pierce oraz Monk Kokkalis. Ludzie niezwykle inteligentni, sprawni fizycznie, świetnie posługujący się bronią, a przede wszystkim potrafiący błyskawicznie reagować i podejmować decyzje co w w wielu przypadkach pozwala wyjść cało z opresji. 
Fabuła powieści toczy się wokół relikwii trzech mędrców ze Wschodu, którzy przybyli by oddać pokłon nowo narodzonemu Jezusowi. Jak zwykle u Rollinsa, współczesne wydarzenia mają swoje źródła w odległej historii. Tym razem cofamy się do czasów Niewoli Aviniońskiej kiedy to równolegle rezydowało dwóch papieży - jeden w Rzymie (uzurpator) drugi w Avinionie. Wtedy to wywieziono do Niemiec relikwie trzech mędrców i specjalnie dla ich przechowywania wybudowano katedrę w Kolonii.
Akcja powieści rozpoczyna się właśnie w Kolonii, gdzie w katedrze dochodzi do kradzieży relikwii i bestialskiego mordu obecnych na mszy wiernych. Z tragedii ratuje się tylko jeden człowiek, a to co mówi jest tak niewiarygodne i sprawia że w śledztwo zostaną włączeni agenci Sigmy, a także wysłannicy z samego Watykanu. 
Do Greysona i Monka dołączyła piękna i niebezpieczna Kat Bryant. Z ramienia Watykanu do Kolonii wyjechał monsinior Vigor Verona kierujący Papieskim Instytutem Archeologii Chrześcijańskiej oraz jego siostrzenica Rachele Verona, porucznik rzymskich karabinierów.
Bohaterom przyjdzie się zmagać z trudną zagadką historyczna, kryminalną i naukową. Będą narażeni na ogromne niebezpieczeństwo, gdyż ich potężnym wrogom zależeć będzie na zachowaniu absolutnej tajemnicy. 
 
Wielokrotnie znajdą się w sytuacji bez wyjścia, w której powinni stracić życie, ale jak to w tego typu książkach bywa, uda im się w cudowny sposób uniknąć przeznaczenia. Będą zmuszeni poruszać się po omacku nie wiedząc kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. I oczywiście od wyniku ich misji zależeć będą losy świata, bo wroga organizacja przeciw której będą walczyć chce objąć panowanie nad światem, po to aby zniszczyć stary i zaprowadzić nowy, "lepszy" porządek.
Cóż wyłania się z tego opisu? Całkiem niezła powieść sensacyjno-przygodowa z elementami trillera. Jej atutem jest wartko prowadzona akcja, szybko po sobie następujące coraz to dziwniejsze wydarzenia. Zagadka jest bardzo zagmatwana, aby ją rozwiązać potrzeba nie tylko wiedzy ale i inteligencji i sprytu. A czas goni. Bohaterowie są wyraźnie dobrzy bądź źli, ale autor wprowadził też dla urozmaicenia postać, którą trudno jest nam zaszufladkować. Z jednej strony jest wrogiem, z drugiej jednak .....
Zaletą są także niespodziewane i zupełnie nieoczekiwane zwroty akcji. Sprawia to, że nie wszystko jest takie jak wydawało się nam na początku co owocuje większym zainteresowaniem ze strony czytelnika. Takie zabiegi autora przykuwają naszą uwagę i narzucają nam tempo czytania. Bo przecież chcemy się szybko dowiedzieć co się znów wydarzy. 
Szybkie czytanie ułatwiają nam dialogi, które stanowią zdecydowaną większość powieści. Narracja i opisy są zredukowane do niezbędnego minimum. Niektórych czytelników może to razić, ale zabieg ten  decyduje o atrakcyjności książki. Ten brak rozbudowanych opisów przyśpiesza akcję i sprawia, że czytelnik znajduje się w ciągłym napięciu.
Język Rollinsa jest prosty, często dosadny. Rzadko pojawiają się wulgaryzmy, ale zawsze ich użycie jest uzasadnione. Oczywiście pojawiają się sceny brutalne co jest niewątpliwie w dzisiejszych czasach nieodłącznym elementem powieści sensacyjnych, trillerów i horrorów. Sceny te jednak są opisane dość lapidarnie bez zbędnego wydłużania, a także bez niepotrzebnego okrucieństwa. Autor tak konstruuje ich opis, że wiele najbardziej drastycznych momentów zostawia domysłom czytelnika. Jest to dla mnie osobiście wielkim plusem gdyż nie lubię niepotrzebnej brutalności i w tych kwestiach naturalizm nie zawsze jest dla mnie zaletą. 

Jednym słowem Rollins stworzył całkiem sympatyczną książkę do poczytania, spełniającą wymogi dobrego czytadła z kategorii sensacja/kryminał/triller. Książka dobra na czas wypoczynku czy to wakacyjnego czy to weekendowego. Usiąść w ciepłym, wygodnym kąciku, otworzyć książkę i.......

Moja ocena: 3+/6


 Na zdjęciach: 1. Katedra św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii
2. Strona przednia Relikwiarza Trzech Króli
(Zdjęcia pochodzą z Wikipedii)

Skorzystam też z okazji  by pochwalić się nowymi nabytkami. W piątek odwiedziłam wielkie miasto Łódź i oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zajrzała do antykwariatów.  Z dumą przedstawiam swoje nabytki. Całość nie przekroczyła 60 złotych.



Tradycyjnie rozpoczynam od góry:
1. Alistair MacLean, Złote rendez-vous (to takie moje marzenie z wczesnych lat młodości, mam sporo jego książek, kiedyś się nimi zaczytywałam; jednak tę miałam tylko wypożyczoną; a teraz nabyłam za całe 2 złote)
2. Joe Alex, Piekło jest we mnie (Alex to jeden z moich ulubionych pisarzy kryminałów; kiedyś czytałam jego książki, posiadam tylko ukochaną - Jesteś tylko diabłem oraz Cichym ścigałam go lotem; a teraz chcę nabyć pozostałe; zostały mi jeszcze dwie)
3. Joe Alex, Zmącony spokój Pani Labiryntu (j.w.)
4. Joe Alex, Śmierć mówi w moim imieniu (j.w.)
5. Joe Alex, Gdzie przykazań brak dziesięciu (j.w.)
6. Maria Nurowska, Miłośnica (tak jakoś mi wpadła za 5 złotych, miałam przeczytać w akcji Włóczykijki - teraz mam swoją)
7. Carolly Erickson, Sekretne życie Józefiny (lubię czasy napoleońskie, zawsze ciekawiła mnie postać żony Napoleona)
8. Marina Mayoral, Kto zabił Inmaculadę de Silva? (miałam na liście do przeczytania więc skorzystałam z okazji i kupiłam)
9. Mikkel Birkegaard, Biblioteka cieni ( na tę książkę polowałam już od dawna, najdroższy zakup  w tym stosiku)

piątek, 29 lipca 2011

Moja pierwsza Włóczykijka!!!

Wczoraj późnym wieczorem wróciłam z moich rodzinnych wojaży i pierwszą rzeczą jaką ujrzałam w kuchni była leżąca na stole paczuszka. W pierwszej chwili małe zdziwienie - przecież ostatnio nic nie zamawiałam. Ale za chwilkę przyszło zrozumienie - przecież to moja pierwsza Włóczykijka!!!!! Ogromnie się ucieszyłam. Tak niedawno zapisałam się do tej akcji a tu już pierwsza książka przybyła do mnie. A wraz z nią przepyszne kisielki oraz herbatki. I oczywiście zakładka. Za herbatkę i słodkości dziękuję  Viconii (tak mi wyszło z lokalizatora - jeśli się pomyliłam bardzo przepraszam). Jak tylko skończę Kraszewskiego zabieram się za moją pierwszą Włóczykijkę. A oto ona:


Przy okazji chcę się pochwalić moimi imieninowymi książkowymi prezentami. Są wspaniałe.


Objaśniam od dołu.

1. Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru (dostałam od moich kochanych cioteczek; ponieważ już czytałam, to trudno było mi ją kupić, a chętnie jeszcze raz przeczytam)
Dwie następne od mojego wspaniałego mężulka czyli męża (żeby było bardziej dostojnie).
2. Ken Follett, Upadek gigantów (pierwsza część serii Stulecie, kolejna ma się ukazać w 2012 roku - podobno!!!)
3. Ken Follett, Świat bez końca (druga część Filarów ziemi; czekają w kolejce, ale już przeglądałam i wiem, że mi się spodobają te książki)

A oprócz tego dostałam także coś od kochanych dzieciaków. Włożyły w to wiele pracy. Od lewej laurka od synka, dalej od córci.

  
A tak wyglądają ich prace wewnątrz. Pierwsza synka z aniołami, druga - łąka od córci.




I jeszcze parę słów o wyjeździe. Było wspaniale, bardzo dobrze wypoczęłam , a właściwie oderwałam się od szarej codzienności. Wieczorem w środę pojechaliśmy nad morze. Było troszkę chłodno, ale pięknie. Świetny odstresowacz taki spacer brzegiem morza. Przedstawiam kilka morskich fotek.




No można jeszcze troszkę pomarzyć.
Kończę ten przydługi post. Jutro postaram się umieścić moją opinię o przeczytanym przeze mnie Widnokręgu Myśliwskiego.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Dostałam!!!!

Dziś znalazłam w skrzynce kopertę, a w niej ...... takie cudo:


Sabinko, bardzo dziękuję za obiecaną zakładkę. Jest po porostu prześliczna.

A przy okazji tego wpisu pochwalę się także nowymi nabytkami. W piątek dostałam paczuszkę, a w poprzednią sobotę byłam w antykwariacie. Oto co zdobyłam:

Tym razem od dołu:

1. Katarzyna Michalak, Poczekajka (zakup w antykwariacie, liczę na wspaniałą lekturę)
2. E.T.A. Hoffmann, Dziadek do orzechów (też z antykwariatu, uwielbiam balet Czajkowskiego, kupiłam dla dzieci)
3. Peter Froberg Idling, Uśmiech Pol Pota (zakup w pewnej księgarni wysyłkowej, oczywiście w ramach wyzwania Reporterskim Okiem; mam zaległości więc czas je nadrobić)
4. Jean Hatzfeld, Strategia antylop (j.w.)
5. Fannie Flagg, Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie pójdę do nieba... (Lubię jej twórczość stąd ten zakup)

Nie czytałam przez kilka dni z powodu braku czasu. Teraz muszę to nadrobić.

Okazja będzie już dziś. Zaraz wyjeżdżamy prawie nad morze, podróż będzie trwać około 8 godzin, więc czasu na czytanie mnóstwo. Nie będzie mnie prawdopodobnie do czwartku. Ale jak wrócę obiecuję nadrobić zaległości.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Jodi Picoult, Bez mojej zgody

 Tak jak sobie obiecałam ponownie sięgnęłam po książkę Jodi Picoult. Tym razem jest to powieść Bez mojej zgody. Wiele o niej słyszałam, także to, że została zekranizowana. Poza tym miałam zamiar przeczytać ją w ramach wyzwania czytelniczego. I oczywiście była akurat dostępna w bibliotece.

I tak ponownie rozpoczęłam przygodę z panią Picoult. Trochę się obawiałam pewnego deja vu związanego ze sposobem narracji. Autorka oddaje głos swoim bohaterom dzięki czemu poznajemy tę samą historię z różnych punktów widzenia co wpływa na subiektywizm opowieści. Tak samo było w poprzedniej powieści Jodi Picoult. Ponieważ znam tylko te dwie książki nie wiem czy podobny zabieg stosuje autorka we wszystkich swoich powieściach. Jeżeli tak by było z mojego punktu widzenia byłby to pewien mankament. To co wydaje się być odkrywcze za pierwszym razem, za kolejnym traci swoją świeżość i oryginalność. 

Przejdźmy jednak do samej powieści. Bez mojej zgody porusza bardzo ważki problem choroby w rodzinie i to choroby śmiertelnej. Spokojne życie Sary i Briana Fitzgeraldów, rodziców czteroletniego Jessego i dwuletniej Kate, burzy informacja o śmiertelnej chorobie córeczki. Zrozpaczeni rodzice za wszelką cenę pragną ratować małą Kate. Nie wahają się nawet przed podjęciem decyzji o urodzeniu kolejnego dziecka, które będzie genetycznie jak najbardziej zbliżone do chorej dziewczynki i będzie dla niej idealnym dawcą narządów i tkanek. I tak na świat przychodzi Andromeda nazywana w rodzinie po prostu Anną. 
Historia rozpoczyna się z chwilą kiedy trzynastoletnia już Anna Fitzgerald postanawia wytoczyć swoim rodzicom proces o odzyskanie prawa do decydowania o własnym ciele  czyli do samostanowienia o sobie w kwestiach medycznych.
Śledząc losy przygotowywanego procesu poznajemy bliżej rodzinę Anny, historię choroby Kate (o której opowiada jej matka - Sara), a także losy zatrudnionego przez Annę adwokata Campbella Alexandra i wyznaczonej przez sędziego do roli kuratora procesowego Julii Romano. Wszystkie te wątki splatają się w przejmującą opowieść o chorobie, cierpieniu, nadziei, miłości, determinacji. Widzimy jak choroba Kate odciska swoje piętno na życiu całej jej rodziny: rodziców, siostry i brata. Właściwie przez te wszystkie lata od momentu jej wykrycia wszystkie myśli, czynności i decyzje związane są z podejmowaną przez rodziców walką z przeznaczeniem. Życie całej rodziny zostaje podporządkowane rytmowi choroby, okresom jej remisji i nawrotów. Możemy zaobserwować jak bardzo mocno odbija się to na życiowych wyborach bohaterów. 

Najtrudniejsze jest to, że jestem w stanie zrozumieć i usprawiedliwić każdą ze stron. 
Początkowo wydawało mi się, że Anna ma całkowitą rację wytaczając proces swoim rodzicom. I choć właściwie zdania nie zmieniłam i nadal popierałam jej decyzję, to jednak także rozumiałam decyzje Sary, matki, która walczy o życie swojego dziecka. Im bliżej poznawałam Sarę i Briana tym lepiej ich rozumiałam i wyraźniej widziałam, jak trudno było im wybierać pomiędzy dobrem Kate i dobrem Anny. I choć może popełnili niejeden błąd, także w podejściu do najstarszego z dzieci czyli do Jessego (a być może  to właśnie jego najbardziej zaniedbywali) to jednak w moim odczuciu byli dobrymi, kochającymi rodzicami. 

Nie znam działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, więc nie mogę ocenić na ile zachowane są realia toczącej się w powieści sprawy sądowej. Mogę zaś stwierdzić, że całkowicie zgadzam się z decyzją sędziego. Nie mogę tego jednak powiedzieć o samym zakończeniu powieści. Trudno jest mi jednoznacznie je ocenić. Wydaje mi się z jednej strony bardzo przewrotne i mało realne. Z drugiej zaś uważam, że życie tworzy jeszcze bardziej nieprawdopodobne scenariusze. 

Czy powieść mi się podobała? Zdecydowanie tak i to bardziej niż czytana wcześniej przeze mnie Zagubiona przeszłość. Nie powaliła mnie jednak na kolana. Czegoś mi w niej brakowało , czegoś w niej było za dużo. Jednak uważam, że śmiało mogę ją polecić. Mimo tak trudnego tematu czyta się ją łatwo i przyjemnie. Przyczynia się do tego niewątpliwie prosty i zrozumiały język i styl autorki. 

Czy mam ochotę na kolejne spotkanie z Jodi Picoult? Na razie tak. Po przeczytaniu zaledwie dwóch powieści trudno jest wyrokować o schematyczności jej utworów, a ponieważ porusza ona ciekawe tematy sięgnę po inne jej książki. Może znów coś upoluję w bibliotece. I oczywiście postaram się w najbliższym czasie zobaczyć ekranizację opiniowanej przeze mnie powieści.
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała na koniec o jeszcze jednym bohaterze. Mam tu na myśli Sędziego, który jest psem-przewodnikiem Campbella Alexandra. Dzięki Sędziemu w powieści pojawiają się także  momenty humorystyczne, co czasami równoważy powagę przedstawianego w niej problemu. Dla mnie to duży plus tej książki.

Moja ocena 5/6 (taką samą wystawiłam poprzedniej powieści choć dziś oceniłabym ją troszkę niżej)

Skorzystam jeszcze z okazji i umieszczę zapomniany czerwcowy stosik.

Od góry:
1. Zbigniew Nienacki, Księga strachów (to dla mojego syna, kolejny tom przygód Pana Samochodzika)
2. Maria Kruger, Witaj Karolciu! (tym razem dla mojej córki, kontynuacja Karolci)
3. Mario Puzo, Rodzina Borgiów (kupiłam zachęcona recenzją Guciamal)
4. Ken Follett, Filary ziemi (już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem kupna tej powieści i wreszcie ją mam).

środa, 29 czerwca 2011

Pożegnanie z czerwcem

W tym miesiącu naprawdę zaszalałam. Obiecywałam już żadnych więcej książek, ale jak tu się oprzeć kiedy tyle wspaniałości kusi ze wszystkich stron. Prezentuję wiec drugą, i ostatnią w tym miesiącu, książkową ucztę.


Prezentację rozpoczynam jak zwykle od góry:
1. Carole Matthews, Klub Miłośniczek Czekolady (kupiona w Realu, wersja kieszonkowa)
2. Sophie Kinsella, Wyznania zakupoholiczki (j.w.)
3. Tony Parsons, Mężczyzna i żona (z wymiany na Lubimy Czytać)
4. Manuela Kalicka, Kochaj i tańcz (kupiona za 3 złote w Matrasie)
5. Aleksandra Marynina, Śmierć i trochę miłości (z wyprzedaży w Matrasie)
6. Henning Mankell, Psy z Rygi (j.w.)
7. Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Bracia Dalcz i s-ka (kupiona w antykwariacie, od dawna szukana, wreszcie zdobyta)
8. Rick Riordan, Złodziej pioruna (kupiona dla synka, ale sama z chęcią przeczytam)
9. Katarzyna Leżeńska, Ależ Marianno! (od dawna poszukiwana, trafiłam wreszcie w antykwariacie)
10.Jennifer Lee Carrell, Szyfr Szekspira (również z antykwariatu, pod kątem wyzwania czytelniczego W świecie książek)
11.Zofia Kossak, Błogosławiona wina (kupiona pod wpływem impulsu ze względu na tematykę)
12.Colleen McCullough, Emancypacja Mary Bennet (jako miłośniczka Dumy i uprzedzenia nie mogłam przejść obojętnie obok książki, której cenę obniżono o 50%)

Teraz zabieram się do czytania nowych nabytków, choć kończę jeszcze książki przyniesione z biblioteki. Mam jednak nadzieję, że w wakacje chociaż trochę nadrobię czytelnicze zaległości.

Na zakończenie postu taki oto widoczek. Aż serce rośnie jak na to patrzę.

czwartek, 16 czerwca 2011

Książek przybywa, a ...

Już taka jestem, że nie potrafię przejść obojętnie obok księgarni czy antykwariatu. Półki się uginają pod ciężarem książek (cóż za piękny widok!), a ja nadal przygarniam coraz to nowe pozycje. I tak jest też i w tym miesiącu. Już tyle kupiłam, a jeszcze czekam na paczkę z Selkaru (nie mogłam się oprzeć promocji z okazji Dnia Ojca).
A oto mój pierwszy czerwcowy stosik:







Od góry:
1. Olga Rudnicka, Martwe jezioro
2. Olga Rudnicka, Czy ten rudy kot to pies? (obie pozycje były w promocji w Merlinie, więc się skusiłam)
3. Arturo Perez-Reverte, Cmentarzysko Bezimiennych Statków (lubię tego autora, więc skorzystała z okazji w antykwariacie)
4. Jan Grzegorczyk, Cudze pole (zaczynam nietypowo, bo od trzeciej części, ale ta właśnie była w antykwariacie; mam ochotę na całość, więc będę polować na dwie pozostałe)
5. James Rollins, Czarny zakon (już kiedyś czytałam i spodobał mi się, więc kupiłam)
6. Isabel Allende, Dom duchów (od dawna marzyłam o tej książce i mam)
7. Mirosław Piepka, Michał Pruski, Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł (oglądałam film, chcę jednak  poczytać coś więcej).

Oczywiście zdaję sobie sprawę ze swoich zaległości czytelniczych. Mam jednak nadzieję, że nadrobię w wakacje.Przynajmniej mam takie wielkie plany.

czwartek, 2 czerwca 2011

Ostatnie majowe stosiki

Bardzo zaniedbałam swojego bloga. Wszystko jednak z przyczyn niekoniecznie ode mnie zależnych. 
Najpierw miałam trudności w logowaniu się na bloggera, a potem cały czas zajęła mi Pierwsza Komunia Święta mojego syna. 
Nie miałam też czasu na czytanie, więc pierwsze opinie o książkach dopiero za kilka dni. Za to trochę powiększyła mi się moja osobista biblioteczka, a dziś nawiedziłam bibliotekę i jak zawsze nie mogłam się oprzeć zerkającym na mnie z półek książkom.
Oto moje zdobycze!!!!
Najpierw stosik biblioteczny.


Od góry leżą:
1. Jodi Picoult, Bez mojej zgody (do wyzwania bracie, siostro .....)
2. Toni Morrison, Miłość (to w ramach czytania Noblistów)
3. Doris Lessing, Martha Quest (także Noblistka)
4. Wiesław Myśliwski, Widnokrąg (po Nagim sadzie chętnie sięgnę po kolejną powieść tego autora)

A oto kolejny stosik. Tym razem książki pozostaną u mnie na półce.


I znów widziane od góry:
1. Carole Matthews, Dieta Miłośniczek Czekolady (kupiona jako tania książka)
2. Peter Ackroyd, Hawksmoor (w Matrasie za 5 zł)
3. Olga Rudnicka, Natalii5 (też w Matrasie; dawno była na liście do kupienia)
4. Carol Drinkwater, Oliwkowe żniwa (w antykwariacie okazyjnie, bo mam już część pierwszą)
5. Naomi Novik, Smok Jego Królewskiej Mości (znalazłam recenzję na blogu, zaciekawiła mnie przede wszystkim ze względu na połączenie fantasy z historią; ponadto bardzo lubię napoleońskie czasy).

Ale to nie koniec stosików. Jak pisałam wcześniej mój syn przystępował do Pierwszej Komunii. Otrzymał wielw prezentów, a pośród nich także książki. Przedstawiam więc pierwszy stosik mojego syna:

To zbierana przez jego chrzestną popularna seria edukacyjnych książeczek dla dzieci Było sobie życie. Składa się z dwudziestu sześciu tomów. Mamy już tę serię w postaci filmów na DVD. Syn bardzo ją lubi.


A to prezent od nas. Sam zwrócił uwagę na tę serię w antykwariacie i postanowiliśmy zrobić mu niespodziankę. Jest to pięć tomów serii fantasy dla dzieci Kroniki Kresu autorstwa Paula Stewarta i Chrisa Riddella. Kolejne tytuły serii: Za Kresoborem, Łowca burz, Północ nad Sanctaphraksem, Klątwa Mąciwodziciela, Rycerze zimy.
Ponadto mały otrzymał jeszcze dwie książki:

Mariusz Wollny, Jak Lolek został papieżem.


Encyklopedia juniora.


I to by było na tyle. Sporo tego, ale są to także książki mojego syna. Podobają mi się takie prezenty.

sobota, 14 maja 2011

Eliza Orzeszkowa, Gloria victis

Gloria victis..... chwała zwyciężonym!
Rzeczywiście tytuł tej noweli Orzeszkowej najlepiej oddaje przesłanie utworu. Króciutka nowelka, ale napisana z wielką wirtuozerią. Ten sam piękny styl autorki, który widzimy na kartach pisanego w tym samym mniej więcej czasie Nad Niemnem. Tylko mniej , co prawda pięknych, ale chwilami przydługich opisów przyrody. Ale i w tym utworze natura odgrywa znaczącą rolę: jest jednocześnie świadkiem jak i narratorem rozgrywających się wydarzeń. 
Akcja noweli toczy się w czasie powstania styczniowego i rozwija się wokół losów trzech głównych postaci: Romualda Traugutta (późniejszego dyktatora powstania ), Jagmina oraz Marysia Tarłowskiego.
Nie będę tu odwoływać się więcej do treści utworu (opinia nie może przecież rozmiarem przerosnąć dzieła autorki). Wiadomo, jak powstanie, to musi być i bitwa i odwaga i poświęcenie i może nawet śmierć. 
Mnie zauroczył w tym krótkim utworze  poetycki język Orzeszkowej, jednocześnie soczysty, barwny i konkretny. Nie ma tu niepotrzebnych słów. Szczególnie zachwycił mnie opis bitwy, a może  - potyczki, pomiędzy powstańcami a Rosjanami, których nazywa pisarka  "szarą masą". 
A najbardziej wzruszający obraz - mały krzyżyk u stóp "wielkiego pagórka usypanego ręką ludzką".
Jednym słowem Gloria victis to prawdziwa perełka wśród małych utworów prozatorskich.

Moja ocena 5/6

Na zakończenie postu pragnę podzielić się swoimi nowymi zdobyczami. Wczoraj odebrałam paczkę, a w niej:

Wymieniam od góry:
1. Wojciech Tochman, Bóg zapłać (to na wyzwanie Reporterskim okiem)
2. Maureen Jennings, Pod gwiazdami smoka (zachęciła mnie do tego retro kryminału recenzja na którymś z blogów; co prawda chciałam wydaną u nas jako pierwszą Ostatnią noc jej życia, ale nie było więc zadowoliłam się ta pozycją; myślę, że się nie zawiodę, a kolejność w tym wypadku chyba nie jest taka bardzo ważna)
3. Katarzyna Michalak, Lato w Jagódce (nabytek też po recenzji na którymś z blogów - tyle ich przeglądam, że nie zawsze pamiętam o czym gdzie czytałam - przepraszam, może jednak powinnam)
4. Dorota Sumińska, Świat według psa (o tej książce marzyłam już od dawna i wreszcie stoi na mojej półce)
5. Dorota Sumińska, Autobiografia na czterech łapach (też bardzo chcę przeczytać, ale ten egzemplarz niestety pożyczony; już czeka w kolejce do przeczytania).

Pomału "ginę" już w tych książkach, ale to przyjemne uczucie. Szkoda tylko, że tak mało czasu na czytanie. Muszę chyba mniej spędzać go przy komputerze. Blogowanie wciąga jak narkotyk. Niestety - a może stety?

środa, 4 maja 2011

Moje myszkowanie

Pod koniec kwietnia udało mi się wreszcie wybrać na książkowe polowania. Muszę się przyznać, że uwielbiam myszkować po półkach księgarskich, a ostatnio także antykwarycznych. I chociaż od czasu do czasu kupuję książki w księgarniach internetowych, to nic nie może mi zastąpić przyjemności rzeczywistych zakupów w księgarniach i antykwariatach. 
Może to jest swego rodzaju dziwactwo, ale nic na to nie poradzę. Kocham bezpośredni kontakt z książką. Uwielbiam ten dreszczyk podniecenia, który czuję, gdy biorę do ręki kolejną pozycję, z tych wszystkich pyszniących się na półkach. Sam dotyk książki, możliwość zagłębienia się w jej wnętrzu, a nie tylko poprzestanie na krótkiej notce dostępnej na ostatniej stronie okładki, budzi we mnie różnorakie emocje. Oczywiście, ten osobisty kontakt z książką z jednej strony ułatwia, a z drugiej utrudnia wybór. Ułatwia, bo nieraz przeczytanie nawet króciutkiego fragmentu może zadecydować o tym, czy warto po tę pozycję sięgnąć. Utrudnia, bo książka, którą miałam w ręku staje się mi bliska i bardzo chciałabym ja mieć w swojej bibliotece. Woła wręcz do mnie "Kup mnie!". I wtedy im więcej książek przejrzę, tym ich selekcja jest trudniejsza. Nawet kiedy idę z konkretną listą zakupów zawsze wpadnie mi w oko coś innego i wtedy naprawdę trudno się oprzeć, by i tej książki nie kupić. A w antykwariatach jest jeszcze trudniej, gdyż tam to już naprawdę nie wiadomo na co można natrafić.
Ostatnio stwierdziłam, że kupuję za dużo i nie mam czasu na przeczytanie tego co kupiłam (pożyczam też książki z biblioteki, a także od znajomych i te mają przecież pierwszeństwo). Jednak przyjemność kupowania i posiadania książek jest tak wielka, że nie mogę się jej oprzeć. Pocieszam się tylko tym, że jeżeli już coś mam na własność, to na pewno kiedyś przeczytam. 
Dochodząc do takiego wniosku i akceptując swoją słabość wybrałam się do księgarni Matras (bo były tam zniżki na niektóre książki - do końca kwietnia) oraz do antykwariatu (bo może będzie coś ciekawego i niedrogo). 
A oto moje zdobycze. Zacznę od antykwariatu.

Wybór był trudny, bo wiele książek miałam na swojej liście "Muszę mieć" i akurat wiele z nich było dostępnych. Zdecydowałam się na te cztery. Wymieniam począwszy od góry:

1. Gaston Leroux, Upiór Opery (dawno już chciałam to przeczytać i porównać z filmem)
2. Catleen Schine, Trzy kobiety z Westport (skusiłam się, bo reklamowana jest ta książka jako współczesna wersja Rozważnej i romantycznej Jane Austen, której twórczość bardzo lubię. więc jestem ciekawa współczesnego odpowiednika)
3. Leonie Swann, Triumf owiec (zamierzam przeczytać w ramach wyzwania część pierwszą, więc skorzystałam z okazji zakupu po znacznie niższej cenie części drugiej)
4. Fannie Flagg, Witaj na świecie, maleńka (pokochałam Zielone smażone pomidory i myślę, że tę powieść też pokocham)

Potem udałam się do księgarni Matras i również miałam trudności z wyborem. Oto co kupiłam:

Zaczynam od góry:

1. Paweł Zuchniewicz, Cuda Jana Pawła II (była w tańszej cenie przy zakupie za określoną kwotę, więc się skusiłam, tym bardziej, że pozycja na czasie i warto ją mieć na półce)
2. Carol Drinkwater, Oliwkowa farma (skusiłam się mimo, że wcześniej nic o niej nie słyszałam, ale lubię takie rodzinne opowieści mające ciąg dalszy; widziałam już dwa kolejne tomy, ale najpierw przeczytam pierwszy)
3. Leonie Swann, Sprawiedliwość owiec (nie mogłam się oprzeć, szczególnie, że miałam już w torbie część drugą)

Sporo tego się zebrało. Ale jak na razie czytam pożyczone. Dzień wcześniej byłam w bibliotece i pomimo tego, że obiecałam sobie tylko oddać i przedłużyć książki, a niczego nie wypożyczać, do domu przyniosłam:

Tradycyjnie od góry:

1. Stefanie Zweig, Księżniczka Sissi (pomyślałam o wyzwaniu i w ogóle lubię książki o zwierzętach)
2. Stefan Zweig, Niecierpliwość serca (nie mogłam się oprzeć; czytałam to dawno, dawno temu; bardzo mi się spodobała; przypomniał mi o niej portal LC; na pewno kupię, ale na razie przeczytam pożyczoną)
3. Jodi Picoult, Zagubiona przeszłość (już dawno chciałam przeczytać coś tej autorki, stała na półce, więc wzięłam; przeczytam)

Teraz więc kończę ten przydługi post i powracam do czytania Kolekcjonerów wspomnień Baldacci'ego (też z biblioteki).


piątek, 22 kwietnia 2011

A jednak stosiki!

No właśnie! Jednak zdecydowałam się na umieszczenie tego postu. Wczoraj zrobiłam zdjęcie ostatnio nabytych książek i miałam napisać o nich na blogu. Zanim jednak wcieliłam myśl w czyn natrafiłam na pewną dyskusję, właśnie o stosikach. Padły tam takie argumenty, że to chwalenie się nabytkami i że to ma się później nijak do ilości przeczytanych książek.
Muszę przyznać, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, co przeczytałam i przykładać to do siebie. No i uczciwie mówiąc po trosze przyznałam dziewczynom rację. Kładłam się spać z postanowieniem nieumieszczania stosików na swoim blogu. Ale.... Jest więc i ale....
Rano zaczęłam się łamać. Rzeczywiście umieszczanie stosików świadczy o tym, że chciałabym podzielić się z innymi radością ze swoich zakupów, no i może przy okazji trochę zabłysnąć. Tylko, że zaczęłam się zastanawiać nad tym ile osób tak naprawdę może o tym przeczytać na moim blogu i doszłam do wniosku, iż stosiki są bardziej dla mnie niż dla innych. Postanowiłam tylko nie umieszczać ich na LC, to rzeczywiście może wyglądać na przechwałki.
Druga sprawa dotyczy tego, czy rzeczywiście wszystko, co kupiłam przeczytam. Z góry wiem, że to trochę potrwa. Czasu mało, a książek wiele. Poza tym korzystam też z Biblioteki Miejskiej oraz pożyczam książki od znajomych (rzadziej) i te muszę czytać w pierwszej kolejności.
Z drugiej jednak strony, jeżeli książki mam na własność to na pewno kiedyś je przeczytam. Więc się nie martwię o przyszłość moich zakupów.
Ostateczna konkluzja - stosiki będą!!!!
I oto pierwszy z nich (wszystko zakupione w kwietniu i jeszcze czekam na jedną paczkę z dwiema pozycjami):

Wymieniam od góry
1. Cathleen Schine, Między nami nowojorczykami (to mój nabytek z ostatniej soboty; weszłam do empiku po książkę dla koleżanki mojej córki - na prezent urodzinowy i nie mogłam się oprzeć historii o psach i nie tylko)
2. Vicki Myron, Bret Witter, Dewey:wielki kot w małym mieście (zobaczyłam recenzje na LC i musiałam to mieć, koniecznie!)
3. Joanne Harris, Czekolada (to przez film z moim ukochanym Jonnym; film jest cudny, jak zobaczyłam, że jest książka, zaraz kupiłam)
4. Bernhard Schlink, Lektor (też widziałam film i wywarł na mnie duże wrażenie)
5. Lynne Griffin, Życie bez Lata (z rekomendacji koleżanki)
6. Kim Edwards, Córka opiekuna wspomnień (to dzięki LC)
7. Jostein Gaarder, Świat Zofii (kiedyś czytałam i bardzo chcę ją mieć i jeszcze raz przeczytać)
8. Carlos Ruiz Zafon, Gra Anioła (już dawno chciałam kupić)
9,10,11. Stieg Larsson, Millenium T1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, T2. Kobieta, która igrała z ogniem, T3. Zamek z piasku, który runął (Na to polowałam długo - ze względu na cenę - udało mi się kupić całość za 78 złotych - chyba całkiem nieźle.)
Niestety zanim zacznę czytać nowe książki muszę skończyć wszystkie pożyczone. Ale i tak się cieszę na czytelniczą ucztę. Chyba zacznę od Dewey'a.

Na zakończenie postu trochę wielkopiątkowych klimatów. Byłam dzisiaj na drodze krzyżowej - ostatniej w tym roku - oraz na adoracji krzyża. Bardzo lubię  to nabożeństwo. A tera słucham mojej ulubionej Via Dolorosa




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...