Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje powroty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje powroty. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 sierpnia 2011

Agatha Christie, Tajemniczy pan Quin


Właściwie nie lubię opowiadań. Dlaczego? Są zbyt krótkie i kiedy już zaczynam zżywać się z bohaterami, rozsmakowywać się w fabule wszystko nagle się kończy. A ja pytam się: to już? Jeszcze gorzej jest z opowiadaniami kryminalnymi. Tajemnica szybko przestaje nią być. Często łatwo jest znaleźć rozwiązanie zagadki gdyż krótkość formy nie pozwala autorowi na rozbudowanie wątków. Zdecydowanie wolę dłuższe formy literackie.
Ale kiedy postanowiłam, że przeczytam całą kolekcję Agathy to "słowo się rzekło, kobyłka u płota". Padło na zbiór dwunastu opowiadań zatytułowanych Tajemniczy pan Quin.
Kim jest tytułowy pan Quin? Właściwie nic o nim nie wiemy. Sam o sobie mówi, że jest tym, który "przychodzi i odchodzi". Pojawia się właściwie znikąd. Znika nie wiadomo jak i kiedy. Kim jest? Nikt tego nie wie. Nawet przesympatyczny pan Satterthwaite. Ten niewysoki, szczupły, ponad sześćdziesięcioletni mężczyzna jest nierozerwalnie złączony z panem Quinem. Wydaje się, że jeden bez drugiego nie mógłby istnieć.

Pan Quin pojawia się w pierwszym opowiadaniu Nadchodzi pan Quin i zadamawia się na następnych jedenaście. Wtedy pan Satterthwaite rozwiązuje tajemniczą sprawę sprzed dziesięciu lat. Tak to właśnie jest, że do sedna sprawy i do rozwiązania zagadki doprowadza zawsze przesympatyczny starszy pan. A jaka jest rola pana Quin? Stanowi on pewnego rodzaju inspirację i motywację do podjęcia wysiłku intelektualnego, do spojrzenia na sprawę pod zupełnie innym kątem. Później samo pojawienie się Qiuna, a nawet wzmianka o tym, że ktoś widział postać do niego podobną, jest dla pana Satterthwaite'a wskazówką, że coś się musi wydarzyć. Coś z czym on będzie musiał sobie poradzić, czemu będzie musiał stawić czoło.
Tak to już jest z opowiadaniami - jedna są lepsze, drugie gorsze. W tym przypadku jest podobnie. Większość przedstawionych sytuacji była dość przewidywalna. Właściwie każda z opowieści miała w tle historię miłosną. Niektóre dotyczyły starych tajemnic, których nikomu nie udało się rozwiązać. Nieodmiennie jednak szczęśliwe zakończenie pozwalało bohaterom dramatu na powrót do normalnego, spokojnego życia. Z tego schematu wyłamało się tylko ostatnie opowiadanie, po którym postać tajemniczego pana Quina stała się jeszcze bardziej tajemnicza.

Książka ta jest dla mnie jedną z najsłabszych książek Agathy, które do tej pory przeczytałam. No cóż, każdy pisarz ma lepsze i gorsze dni. Każdy też czytelnik ma odmienny gust (o którym przecież się nie powinno dyskutować). Na pewno znajdzie się taki, który lepiej doceni ten zbiór opowiadań. A poza tym myślę, że miłośnicy twórczości pani Christie powinni przeczytać jak najwięcej jej utworów. Dlatego też książkę tę polecam. Natomiast uważam, że Ci, którzy jeszcze nie znają jej twórczości od tej pozycji zaczynać nie powinni.

Moja ocena: 3+/6 (mimo sentymentu dla kochanej Agathy)

wtorek, 12 lipca 2011

Agatha Christie, Spotkanie w Bagdadzie

Czy można się zakochać w kimś od pierwszego wejrzenia? I czy to zakochanie przetrwa próbę czasu?
O tym miała okazję przekonać się Victoria Jones, bohaterka kryminału Agathy Christie Spotkanie w Bagdadzie.

Victoria jest młodą, piękną dziewczyną, która właśnie z powodu swojego temperamentu straciła kolejną pracę. Jednak entuzjazm i wiara w lepszą przyszłość nie opuszcza jej. W parku spotyka młodego, przystojnego dżentelmena, który od razu "wpada jej w oko". Okazuje się, że z wzajemnością. Jednak Edward (Victoria zna tylko jego imię) musi służbowo wyjechać aż do Bagdadu. Na pożegnanie prosi dziewczynę o możliwość zrobienia jej zdjęcia. Uszczęśliwiona i już zakochana Victoria godzi się na to. Kiedy Edward odchodzi dziewczyna od razu podejmuje decyzję - za wszelką cenę musi się dostać do Bagdadu. Tylko jak to zrobić jeśli się właśnie straciło pracę, a jedyny majątek stanowi kilka funtów? Victoria nie byłaby sobą gdyby nie znalazła sposobu na to, co wydaje się niemożliwe. Tak więc za kilka dni znajduje się w samolocie rozpoczynając długą podróż do Bagdadu. Nie wie tylko, że tym samym wkracza na ścieżkę przygody. Przygody, która jest bardzo intrygująca, ale również niebezpieczna. 

Agatha Christie zafundowała nam nową aferę kryminalną, której akcja rozgrywa się na egzotycznym Wschodzie. Tym razem nie spotkamy mojego ulubionego detektywa Herkulesa Poirot, ani nawet przesympatycznej panny Marple. W rozwiązaniu zagadki pomagają zupełnie przypadkowe osoby, a sama zagadka sięga korzeniami do afery politycznej, która może zagrozić bezpieczeństwu całego świata. 

Jak zawsze autorka urzeka nas sposobem budowania napięcia, wartką akcją, sprawnie skonstruowaną fabułą,  zagadką, którą trzeba rozwiązać. Mimo, że czytałam tę książkę po raz drugi nie pamiętałam pewnych faktów i przez długi czas nie wiedziałam kim jest osoba kierująca spiskiem, mogłam wiec trochę pozgadywać. Jednak do czasu, bo wreszcie przypomniałam sobie zakończenie. Nie pozbawiło mnie to jednak czerpania przyjemności z lektury. 
Agatha zawsze pozostanie dla mnie mistrzynią kryminałów i nieodmiennie z wielką chęcią będę sięgała po jej książki.

Moja ocena 5/6 (dla Agathy jak zawsze wysoka)

wtorek, 5 lipca 2011

Agatha Christie, Morderstwo w Orient Expressie

Ostatnio często na blogach spotykałam się z wpisami dotyczącymi kryminałów Agathy Christie. A ponieważ to moja ulubiona autorka tego gatunku pozazdrościłam wszystkim czytającym Agathę i postanowiłam powrócić do jej powieści. Swego czasu zbierałam całą kolekcję jej książek z Wydawnictwa Hachette, ale nie wszystkie przeczytałam. Teraz mam nadzieję to nadrobić. Zamierzam przeczytać całą kolekcję, także te powieści, które już znam. I właśnie od takiej zaczęłam.

Morderstwo w Orient Expressie to jedna z moich ulubionych powieści Agathy. Ulubionych także dlatego, że zagadkę tajemniczego morderstwa rozwiązuje mój ulubiony detektyw Herkules Poirot. Ten z pozoru wydawałoby się śmieszny Belg ma niespotykanie wręcz analityczny umysł, dzięki któremu jest w stanie rozwiązać nawet najbardziej zagmatwaną tajemnicę. Sam lubi mówić, że największe sprawy rozwiązuje się siedząc w fotelu i wykorzystując pracę swych szarych komórek. 
Taką okazję stwarza Poirotowi morderstwo dokonane w expressie jadącym ze Stambułu do Calais. W nocy w swoim przedziale zostaje zamordowany amerykański biznesmen. Wszystko wskazywałoby na to, że morderca uciekł z pociągu, gdyby nie fakt, iż pociąg stanął w zaspie a na śniegu nie ma żadnych śladów. Wniosek - morderca musi ukrywać się wśród pasażerów expressu.
Na szczęście jest niezawodny Herkules Poirot, który potrafi rozwiązać tę niezwykle skomplikowaną zagadkę, mimo braku dostępu do jakichkolwiek źródeł policyjnych, dzięki którym mógłby sprawdzić prawdziwość składanych zeznań. Ale taka sprawa cieszy Poirota, bo właśnie będzie mógł udowodnić, że tylko dzięki dedukcji jest w stanie rozwikłać tajemnicę. Czy tak się stanie?
Mimo, że znałam zakończenie, bo czytałam tę powieść wielokrotnie oraz oglądałam jej ekranizację, nie nudziłam się i z zainteresowaniem ponownie śledziłam tok rozumowania słynnego detektywa.

Naprawdę gorąco polecam tę powieść genialnej Agathy  nie tylko miłośnikom jej twórczości czy wielkiego Herkulesa Poirota.

Moja ocena 6/6

środa, 8 czerwca 2011

Stefan Zweig, Niecierpliwość serca

"Ale istnieje litość dwojakiego rodzaju. Jedna, małoduszna i sentymentalna, która właściwie jest tylko niecierpliwością serca pragnącego się jak najprędzej uwolnić od przykrych wzruszeń wywołanych przez cudze cierpienie - nie jest to wcale współczucie, lecz instynktowne odsuwanie cudzego cierpienia od własnej duszy. I ta druga - jedynie wartościowa - litość niesentymentalna, ale twórcza, litość, która wie, czego chce, i zdecydowana jest cierpliwie a współczująco przetrwać aż do kresu sił i nawet poza ich kres."

Powieść Stefana Zweiga Niecierpliwość serca jest przepięknym, poruszającym studium litości i miłości.
Główny bohater (jednocześnie narrator powieści) Antoni Hofmiller, młody oficer pułku ułanów stacjonujących w niewielkim miasteczku w pobliżu Wiednia, za przyczyną pewnej niezręczności, nieporozumienia, zostaje uwikłany w bardzo trudną dla siebie sytuację, która w radykalny sposób zmienia całe jego dotychczasowe ustabilizowane życie.
Na skutek popełnionej przez siebie gafy, wynikającej jedynie z niewiedzy, jego losy splatają się z losami młodej sparaliżowanej dziewczyny. 
Częste odwiedziny w jej domu będące następstwem silnego uczucia litości, jakie kaleka dziewczyna budziła w sercu bohatera, zostają przez nią opacznie zrozumiane. Edyta zakochuje się w młodym poruczniku, choć zdając sobie sprawę ze swych ograniczeń, ukrywa przed nim to uczucie. Kiedy prawda wychodzi na jaw, Antoni nie potrafi sprostać zadaniu. Jego zachowanie prowadzi do tragedii, a zrozumienie przychodzi za późno.
Zweig stworzył rozbudowany psychologicznie portret głównego bohatera. Prowadzenie narracji pierwszoosobowej pozwala na wgląd w duszę i w serce młodego porucznika. Dzięki temu mamy możliwość poznania jego uczuć, myśli oraz motywacji działania. Bohater staje nam się bliższy, łatwiej jest nam zrozumieć jego decyzje. Ale zrozumieć nie zawsze znaczy zaakceptować. 
Postępowanie Antoniego Hofmillera uświadamia nam, że litość może być uczuciem niszczącym i to niszczącym obie strony. Czasem lepiej jest nic nie robić, niż swoim nieodpowiedzialnym postępowaniem poczynić nieodwracalne szkody. Niecierpliwość serca może być zabójcza. 
 Zweig mówi także o drugim rodzaju litości, litości niesentymentalnej, litości zdolnej do poświęceń. Taką postawę reprezentuje w powieści doktor Condor, człowiek, który swoje życie poświęcił chorej żonie i swoim pacjentom. Doktor jest człowiekiem na wskroś uczciwym, będącym dla innych oparciem, "rozdającym" siebie potrzebującym. Jest oparciem dla głównego bohatera. Potrafi wstrząsnąć nim, ukazać prawdę o nim samym, lecz jednocześnie zamiast potępienia nieść otuchę i wsparcie. 
Powieść Zweiga urzekła mnie już wiele lat temu. Teraz powróciłam do niej odnajdując te same wzruszenia. Napisana pięknym, poetyckim językiem, wywołuje różnorodne refleksje. Skłania do głębszego zastanowienia się nad motywacją niektórych naszych czynów, a przede wszystkim uwrażliwia nas na problem litości. Niekiedy nie zastanawiamy się nawet nad tym, w jaki sposób okazywana przez nas litość jest odczytywana przez innych i jakie podłoże psychologiczne ma to uczucie. Czy rzeczywiście chcemy pomóc i trwać przy tym człowieku bez względu na poniesione z naszej strony ofiary i konsekwencje, czy tylko chcemy zaspokoić nasze wyrzuty sumienia. Nieodpowiednio okazywana litość może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Z drugiej strony Zweig pokazuje jak można zostać wykorzystanym za przyczyną okazywanej przez nas litości, a nawet zmuszonym do podjęcia zobowiązań, które nie wypływają z naszego serca, a są nam narzucone.
Książka nie kusi wartką akcją, szybko zmieniającą się scenerią, czy mnóstwem niespotykanych przygód będących udziałem bohatera. A jednak bardzo mocno przyciąga nasze zainteresowanie. Rozbudowane portrety psychologiczne oraz opisy zachowania i motywacji działań bohaterów sprawiają, że postacie te są bardzo plastyczne, bliskie czytelnikowi. Nie są pozbawione wad, a ich zachowanie nie zawsze budzi naszą aprobatę.
Dla mnie jest to doskonała, porywająca powieść psychologiczna. Nie jest to może łatwa lektura do poduszki, nie jest  to też trudny w odbiorze wykład z psychologii. Powieść dla każdego czytelnika. Każdego, kto kocha książki.

Moja ocena 6/6

sobota, 14 maja 2011

Eliza Orzeszkowa, Gloria victis

Gloria victis..... chwała zwyciężonym!
Rzeczywiście tytuł tej noweli Orzeszkowej najlepiej oddaje przesłanie utworu. Króciutka nowelka, ale napisana z wielką wirtuozerią. Ten sam piękny styl autorki, który widzimy na kartach pisanego w tym samym mniej więcej czasie Nad Niemnem. Tylko mniej , co prawda pięknych, ale chwilami przydługich opisów przyrody. Ale i w tym utworze natura odgrywa znaczącą rolę: jest jednocześnie świadkiem jak i narratorem rozgrywających się wydarzeń. 
Akcja noweli toczy się w czasie powstania styczniowego i rozwija się wokół losów trzech głównych postaci: Romualda Traugutta (późniejszego dyktatora powstania ), Jagmina oraz Marysia Tarłowskiego.
Nie będę tu odwoływać się więcej do treści utworu (opinia nie może przecież rozmiarem przerosnąć dzieła autorki). Wiadomo, jak powstanie, to musi być i bitwa i odwaga i poświęcenie i może nawet śmierć. 
Mnie zauroczył w tym krótkim utworze  poetycki język Orzeszkowej, jednocześnie soczysty, barwny i konkretny. Nie ma tu niepotrzebnych słów. Szczególnie zachwycił mnie opis bitwy, a może  - potyczki, pomiędzy powstańcami a Rosjanami, których nazywa pisarka  "szarą masą". 
A najbardziej wzruszający obraz - mały krzyżyk u stóp "wielkiego pagórka usypanego ręką ludzką".
Jednym słowem Gloria victis to prawdziwa perełka wśród małych utworów prozatorskich.

Moja ocena 5/6

Na zakończenie postu pragnę podzielić się swoimi nowymi zdobyczami. Wczoraj odebrałam paczkę, a w niej:

Wymieniam od góry:
1. Wojciech Tochman, Bóg zapłać (to na wyzwanie Reporterskim okiem)
2. Maureen Jennings, Pod gwiazdami smoka (zachęciła mnie do tego retro kryminału recenzja na którymś z blogów; co prawda chciałam wydaną u nas jako pierwszą Ostatnią noc jej życia, ale nie było więc zadowoliłam się ta pozycją; myślę, że się nie zawiodę, a kolejność w tym wypadku chyba nie jest taka bardzo ważna)
3. Katarzyna Michalak, Lato w Jagódce (nabytek też po recenzji na którymś z blogów - tyle ich przeglądam, że nie zawsze pamiętam o czym gdzie czytałam - przepraszam, może jednak powinnam)
4. Dorota Sumińska, Świat według psa (o tej książce marzyłam już od dawna i wreszcie stoi na mojej półce)
5. Dorota Sumińska, Autobiografia na czterech łapach (też bardzo chcę przeczytać, ale ten egzemplarz niestety pożyczony; już czeka w kolejce do przeczytania).

Pomału "ginę" już w tych książkach, ale to przyjemne uczucie. Szkoda tylko, że tak mało czasu na czytanie. Muszę chyba mniej spędzać go przy komputerze. Blogowanie wciąga jak narkotyk. Niestety - a może stety?

czwartek, 28 kwietnia 2011

Bolesław Prus, Lalka


Są takie książki do których chętnie wracamy, a powody takiego stanu rzeczy są przeróżne. Nieraz czytamy kilkakrotnie daną pozycję, bo nam się bardzo podoba, czasami chcemy wrócić do niej, by po latach spojrzeć na nią z innej perspektywy, przez pryzmat naszych nowych doświadczeń. Dla mnie taką książką jest Lalka Bolesława Prusa. Przeczytałam ją już po raz trzeci bądź czwarty - dokładnie nie pamiętam.
Za każdym razem odkrywam w tej powieści coś innego. Pamiętam, że czytając ją pierwszy raz (jako lekturę w liceum) okropnie się wynudziłam. Zupełnie mi się nie spodobała, a Wokulski i Izabela nieustannie mnie drażnili swoim zachowaniem. Dziś myślę, że na taki negatywny odbiór tej powieści wpłynął też m. in. obejrzany wcześniej serial telewizyjny. Jakkolwiek zauważyłam, że jest to bardzo dobra ekranizacja powieści Prusa, jednak zupełnie nie przekonała mnie zagrana przez Małgorzatę Braunek główna bohaterka (prawdopodobnie dlatego, że nie darzyłam sympatią aktorki, denerwowała mnie jej gra i sposób interpretacji roli).
Po latach postanowiłam jeszcze raz dać szansę dziełu Prusa. I właśnie wtedy zakochałam się w Lalce. Urzekł mnie sposób prowadzenia narracji, przedstawianie głównego bohatera, Stanisława Wokulskiego, poprzez opinie innych bohaterów powieści (Rzeckiego, panny Izabeli, Prezesowej Zasławskiej, księcia, Tomasza Łęckiego, Szumana i wielu innych). Dzięki temu wielogłosowi czytelnik sam może wyrobić sobie zdanie na temat Stacha (jak nazywa go Rzecki). Ponadto narrator często oddaje  (pozornie) głos bohaterowi przedstawiając jego myśli i rozważania.

Prus na kartach swej powieści stworzył bogatą galerię postaci. Możemy tu spotkać przedstawicieli wszystkich warstw społecznych poczynając od arystokracji, a kończąc na bohaterach z ludu. Widzimy więc próżną i dumną Izabelę Łęcką i jej powierzchownego ojca - Tomasza Łęckiego, a także innych arystokratów (barona i baronową Krzeszowskich, księcia, panią  Wąsowską, bawidamka i utracjusza Starskiego, naiwnego barona Dalskiego czy bardzo pozytywnie przedstawioną Prezesową Zasławską).Prus wnikliwie przedstawia to środowisko ukazując jego wszelki wady i jednocześnie zwracając uwagę na zalety tej odchodzącej już właściwie klasy.
Inną grupę postaci stanowi zdeklasowana  i zubożała szlachta, której przedstawicielem jest stryj Wokulskiego czy jego subiekt i przyjaciel Ignacy Rzecki.
Dość licznie reprezentowane jest mieszczaństwo, które w powieści wyraźnie możemy podzielić na odchodzące już i tracące swoje wpływy mieszczaństwo niemieckie (rodzina Minclów) oraz zdobywające coraz silniejszą pozycję mieszczaństwo żydowskie (Szlangbaum - ojciec i syn).
Ciekawą grupę bohaterów stanowią przedstawiciele ludu - bracia Wysoccy, Marianna czy Węgiełek (wszystkim pomógł w jakiś sposób Wokulski).
A ukoronowaniem tej galerii jest sam Stanisław Wokulski, bohater, który nie daje się zamknąć w żaden schemat, człowiek pogranicza, pozytywista i jednocześnie romantyk.
Niewątpliwym plusem powieści są też wspaniałe opisy miast: Warszawy i Paryża, miast tętniących życiem, a przez bohatera postrzeganych jako przeciwieństwa. Chaotyczna, krępująca nowatorskie działania bohaterów Warszawa i uporządkowany, stwarzający możliwość rozwoju uzdolnionym jednostkom - Paryż. 
A czy dystans czasowy wpłynął na sama ocenę postępowania bohaterów? W pewnym sensie tak. Chociaż nadal irytuje mnie postępowanie i naiwność Stacha Wokulskiego, jednak dziś potrafię znaleźć jakieś okoliczności łagodzące. Rozumiem, że miłość naprawdę może być taka ślepa, jak miłość Wokulskiego do Izabeli. Tym bardziej, że ponad czterdziestoletni bohater, mimo, iż miał wcześniej żonę, nigdy nie był zakochany. I pewnie dlatego to uczucie zawładnęło całym jego jestestwem. Jak sam powiedział nie rozmieniał swego serca na drobne i długo czekał na prawdziwą miłość. A Izabela? Mój stosunek do niej niewiele się zmienił (choć w pamięci zatarł się obraz pani Braunek). Nadal uznaję ją za kobietę pustą, próżną, pozbawioną empatii w stosunku do ludzi wywodzących się nie z jej sfery. Chociaż i tu znajduję drobne okoliczności łagodzące, wynikające z wychowania bohaterki. Pozbawiona matki i ciepła i troskliwości ojca, który nie potrafił okazać córce uczucia, Izabela stała się kobietą zimną, nie potrafiącą kochać właściwie nikogo (chyba nawet siebie). 


Przeciwieństwem tej postaci jest pani Stawska. Kobieta o wielkim sercu, cierpliwie znosząca swoją trudną sytuację życiową, nigdy nie skarżą się na swój los, kochająca swoją matkę i jedyną córkę. Kobieta, w której według Rzeckiego, a także i mnie, powinien zakochać się Stach Wokulski. Ale jak  wszyscy wiemy - miłość nie rządzi się logiką, a właściwie rządzi się swoją własną logiką, którą nie do końca mogą pojąć nawet sami zakochani. Dlatego też Wokulski zakochuje się w arystokratce Izabeli, a nie w uroczej pani Stawskiej.
I jeszcze parę słów o zakończeniu. Podoba mi się właśnie takie niedopowiedzenie losów bohatera, to, że sam czytelnik może sobie dopowiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło i kto zwyciężył w Stachu Wokulskim: pozytywista czy romantyk?
Mimo, iż się tak rozpisałam nie udało mi się zamieścić wszystkich swoich refleksji związanych z powieścią. Wynika z tego, że za kilka lat znów powinnam sięgnąć po dzieło Prusa i ponownie podzielić się swymi przemyśleniami. Wszystko więc przede mną.
 Kończąc chciałabym zwrócić uwagę na przepiękne ilustracje zdobiące moje trzytomowe wydanie Lalki. Wyszły one spod ręki Antoniego Uniechowskiego i świetnie wpisały się w atmosferę i klimat dziewiętnastowiecznego społeczeństwa polskiego.



Ocena 5/6 (mimo wszystko)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...