Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2011

Maria Nurowska, Miłośnica

Długo nie pisałam i nawet nie zaglądałam na inne blogi. Zmusiły mnie do tego zupełnie niezależne ode mnie okoliczności. Chciałabym przeprosić wszystkich, których w tym czasie nie odwiedzałam. Postaram się to nadrobić w przyszłym tygodniu - niestety ten weekend będę miała jeszcze zajęty.

Mało miałam też czasu na czytanie. Ale dzięki Włóczykijce udało mi się zapoznać z książką Marii Nurowskiej Miłośnica.
Dawno temu miałam okazję przeczytać chyba dwie pierwsze części cyklu Panny i wdowy i muszę przyznać, że wtedy nie zrobiły one na mnie większego wrażenia.
Zupełnie inaczej jest z Miłośnicą. Jest to jedna z powieści biograficznych napisanych przez panią Nurowską. Poświęcona jest bardzo ciekawej, intrygującej i nietuzinkowej postaci - Krystynie Skarbek.
Krystyna Skarbek miała bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Wychowywała się w Trzepnicy, majątku położonym niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Bardzo kochała swojego ojca hrabiego Jerzego Skarbka dzieląc z nim jego pasje i zamiłowania szczególnie do koni i do Trzepnicy. Mniejszą rolę w jej życiu, zwłaszcza w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości,  odegrała matka Stefania Goldfeder wywodząca się z bogatej rodziny żydowskich bankierów. Dopiero po śmierci ojca i opuszczeniu majątku, co było ogromnie traumatycznym przeżyciem dla młodej Krystyny, ich wzajemne relacje znacznie się poprawiły. 


Krystyna dwukrotnie była mężatką chociaż żadnego ze swoich mężów nie darzyła prawdziwym uczuciem. Pierwszym jej mężem był przemysłowiec Karol Gettlich, drugim podróżnik, pisarz i dyplomata Jerzy Giżycki. 
To właśnie z nim przebywała na placówce w Abisynii, kiedy doszła ich wiadomość o wybuchu II wojny światowej.
Małżonkowie wyjechali do Francji, gdzie ich drogi zupełnie się rozeszły (formalnie jednak rozwiedli się dopiero tuż po zakończeniu wojny). 

Krystyna wyjechała do Anglii. Tam zgłosiła się do służby w agencji brytyjskiego wywiadu SOE (Kierownictwo Operacji Specjalnych  - zajmowało się organizowaniem dywersji i wspomaganiem ruchu oporu na okupowanych przez Niemców terenach). W Budapeszcie, dokąd została wysłana z pierwszą swoją misją, spotkała Andrzeja Kowerskiego, z którym połączyło ją wielkie uczucie. I choć ich związek był bardzo burzliwy uczucie to przetrwało aż do śmierci Krystyny w czerwcu 1952 roku (a można pokusić się o twierdzenie, że przetrwało jej śmierć o czym świadczy fakt, że wolą Kowerskiego było, aby po jego śmierci pochowano go w grobie Krystyny na cmentarzu St. Mary's w Kensal Green w Londynie).

Miłośnica nie jest typową powieścią biograficzną. Nurowska zastosowała tu bardzo ciekawy sposób prowadzenia narracji. Uczyniła swoją bohaterką i jednocześnie narratorką postać całkowicie fikcyjną, młodą dziennikarkę Ewę. Straciwszy pracę w trudnych latach stanu wojennego w Polsce Ewa dostaje propozycję zebrania materiałów o agentce brytyjskiego wywiadu, Polce Krystynie Skarbek znanej także jako Christine Granville. Kiedy jej zleceniodawca rezygnuje z usług Ewy dziennikarka nie zaprzestaje poszukiwań. Zafascynowana postacią Krystyny stara się zebrać o niej jak najwięcej informacji docierając do ludzi, którzy ją znali, kochali i szanowali. 
Poszukiwania prowadzone przez Ewę, wycinki z polskich i angielskich czasopism, fragmenty dziennika Krystyny (z którym związana jest pewna ciekawostka) przeplatają się z opowieścią o życiu - bohaterskich wyczynach i miłosnych przygodach pięknej Krystyny.

W powieści Marii Nurowskiej zafascynowała mnie przede wszystkim postać Krystyny Skarbek. Gdzieś, kiedyś, "obiło mi się o uszy" jej nazwisko. Ale to tylko tyle. Teraz okazało się, że była to nieprzeciętna osoba. Niesamowicie odważna można nawet powiedzieć, że aż do przesady. Wydawało się, że nigdy nie czuła strachu. Dlatego też w trudnych sytuacjach nie traciła zimnej krwi i dzięki temu potrafiła wyjść cało z z najgorszych opresji, ratując przy tym także swoich towarzyszy. Podejmowała się często spektakularnych, brawurowych akcji. Wielu ludzi zawdzięcza jej życie. Jednocześnie potrafiła być niesamowicie skromną osobą, traktującą swoje wyczyny jak coś całkiem naturalnego. 

Krystyna była piękną kobietą, choć jej urok nie wynikał wyłącznie z jej zewnętrznego wyglądu, ale także z zachowania, ze specyficznego sposobu traktowania mężczyzn. Mężczyźni, którzy ją znali podkreślali, ze pomimo tego, iż nie przywiązywała większej wagi do stroju i nie malowała się, była bardzo kobieca, emanowała wprost kobiecością. Szybko się "zakochiwała" i równie szybko traciła zainteresowanie dla swego kochanka. Prawdziwe, głębokie uczucie łączyło ją prawdopodobnie tylko z Andrzejem Kowerskim . Można pokusić się o twierdzenie, że był on miłością jej życia. Co nie zmieniało faktu, że ciągle zdradzała go z innymi mężczyznami. 
Wydaje się, że takie podejście do miłości powinno być, i zapewne jest, skazą charakteru bohaterki powieści Nurowskiej. A jednak postać Krystyny nie przestaje fascynować. I co najważniejsze ci zdradzani, oszukiwani i porzucani mężczyźni także byli do końca zafascynowani jej osobą, a niektórzy nadal ją kochali. Jeden z nich nazwał ją Miłośnicą - kobietą kochającą życie we wszystkich jego przejawach. 

Gorąco polecam książkę Marii Nurowskiej. Niech nadal krąży wśród blogowiczów w ramach akcji Włóczykijka i niech nadal postać Krystyny fascynuje kolejnych czytelników. Naprawdę warto poznać bliżej tę nietuzinkową osobę. 

Moja ocena: 6/6


Zdjęcia:

1. Krystyna Skarbek jeszcze jako panna (zdjęcie pochodzi ze strony Histmag)

2. Krystyna i Andrzej Kowerski na Bliskim Wschodzie (zdjęcie ze strony dziennika polskiego w Kanadzie)




środa, 28 września 2011

Wojciech Tochman, Bóg zapłać

"Nie chcę kogokolwiek swoim pisaniem wzruszać. Staram się pisać tak, by poruszać, wstrząsać. Z takiego poruszenia coś może dobrego wyniknąć, ze wzruszenia najwyżej mokra chusteczka"*

Tak o swoim pisarstwie powiedział w jednym z wywiadów znany i ceniony polski  reporter - Wojciech Tochman.
Czy rzeczywiście jego reportaże mogą poruszyć czytelnika, wstrząsnąć nim na tyle, by zechciał się choć przez chwilę zatrzymać, zastanowić nad przeczytanym właśnie tekstem? Na to pytanie mogłam udzielić sobie odpowiedzi czytając ostatnio wydaną  przez Wydawnictwo Czarne książkę Wojciecha Tochmana Bóg zapłać
Jest to zbiór 14 reportaży, z których większość była już publikowana we wcześniejszych jego książkach  - Schodów się nie pali  oraz Wściekły pies.

Te 14 reportaży to 14 perełek polskiej prozy publicystycznej. To 14 perfekcyjnie  wycyzelowanych opowieści o pogmatwanych ludzkich losach. Każda z nich mogłaby być scenariuszem pełnometrażowego filmu, który wzbudzałby całą gamę emocji i po obejrzeniu którego większość widzów  mogłaby zakrzyknąć "To było dobre, ale w prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają." A jednak Tochman swoich historii nie tworzy, nie wymyśla,  lecz opisuje prawdziwe losy prawdziwych  bohaterów. Są nimi zarówno ludzie dobrze znani polskiemu czytelnikowi (Wanda Rutkowska, Tomasz Beksiński), jak i ci, o których do tej pory  nie słyszeliśmy, a często nie podane jest nawet ich nazwisko, są dla nas anonimowymi  postaciami (jak choćby bohaterowie pierwszego reportażu Bóg zapłać, których znamy jedynie jako On i Ona).

Każda z tych 14 historii porusza do głębi, każda z nich ukazuje obraz polskiej mentalności.  Demaskuje nasze ludzkie słabości: obłudę, zacofanie, fałszywą religijność, bezmyślność, egoizm,  ale z drugiej strony ukazuje też przykłady ludzkiej solidarności, ofiarności, miłości bliźniego, bezinteresowności. I choć tych drugich postaw jest zdecydowanie mniej to jednak Tochman nie traci wiary w człowieka, można by rzec w jego człowieczeństwo. Przynajmniej ja to odbieram w ten właśnie sposób. Mimo ukazanego ogromu bólu, cierpienia, samotności, niezrozumienia - ten zbiór reportaży nie jest pesymistyczny. Jest w nim bowiem miejsce dla takich wspaniałych ludzi jak Zdzisław (Gislao) Borowiec, pielęgniarka Renata z reportażu Schodów się nie pali czy szef Jana Mana, bohatera reportażu Człowiek, który powstał z torów. To właśnie oni przywracają nam wiarę w dobroć i bezinteresowność człowieka, w jego życzliwość.

Muszę przyznać się do tego, że rozpoczynałam lekturę tej książki z postanowieniem - jeden reportaż dziennie (bo przecież w końcu muszę przeczytać coś na wyzwanie Reporterskim okiem). Z mojego postanowienia nic nie wyszło. Pochłonęłam ją w dwa wieczory rzucając w kąt czytaną w tym samym czasie "Panią Bovary".
Reportaże Tochmana "pobiły na głowę" powieść o losach znudzonej, szukającej romantycznej miłości, żonie prowincjonalnego lekarza. 
Co sprawiło, że książkę polskiego reportera czytałam z takim przejęciem i zainteresowaniem? Może jego styl - oszczędny, ale bardzo dosadny; może język - prosty, zrozumiały, jednocześnie nie stroniący od pięknych metafor, porównań, epitetów. A może sprawili to bohaterowie reportaży i ich zagmatwane, trudne historie - tak nieprawdopodobne, a jednocześnie mogące się przydarzyć każdemu z nas bądź z naszych znajomych. I wtedy pojawia się pytanie - co ja bym zrobiła na ich miejscu, jak bym się zachowała, co bym czuła? A odpowiedź na nie jest trudna - tak jak trudne są problemy poruszane przez Tochmana. "Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono" mówi Wisława Szymborska. I tę prawdę możemy zastosować udzielając sobie odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie. Bo ja nie potrafię tak do końca przewidzieć jak postąpiłabym w ekstremalnej dla siebie sytuacji, w jakiej stawiani byli przez życie bohaterowie Tochmana. 
Czy reportaże Tochmana poruszają, wstrząsają? Zdecydowanie tak. Każdy z nich z osobna i wszystkie razem. 

Polecam gorąco tym, którzy jeszcze ich nie znają. Naprawdę warto poświęcić im chwilę swojego cennego czasu. Tym bardziej, że czyta się te reportaże bardzo szybko, z wielką ciekawością i zainteresowaniem. 

Moja ocena: 6/6

* Wikicytaty, źródło: Wściekły, Exlusiv

piątek, 8 lipca 2011

Dorota Terakowska, Poczwarka

"Albo Dary były nie dość dobre, albo ludzie nie rozumieli, dlaczego zostali wybrani, by je otrzymać."

Takim Darem dla Ewy i Adama była mała Myszka. Kiedy na świat przyszła długo wyczekiwana córka ani Ewa, ani Adam nie rozumieli dlaczego to właśnie oni zostali wybrani, by otrzymać taki Dar. A droga do tego zrozumienia była długa i wyboista, ale u jej kresu czekało szczęśliwe zakończenie - ZROZUMIENIE.
Zacznijmy jednak od początku. Ewa i Adam byli szczęśliwym małżeństwem. Oboje ciężko pracowali, by osiągnąć spełnienie i sukces zawodowy. Ich życie było starannie zaplanowane. Najpierw praca i zabezpieczenie bytu rodziny, potem budowa wymarzonego domu i na koniec poczęcie i urodzenie cudownego, wymarzonego dziecka (najlepiej chłopca, ale dziewczynka w ostateczności też mogłaby być). Dziecko  miało być najpiękniejsze, ale przede wszystkim najmądrzejsze, zdolne, utalentowane. Zanim się narodziło rodzice wszystko sobie zaplanowali: do jakiego pójdzie przedszkola, do jakiej szkoły, na jakie dodatkowe zajęcia będzie uczęszczać. Dla długo oczekiwanego dziecka wszystko miało być jak najlepsze. Miało być więc spełnieniem marzeń rodziców, miało być darem. 
A kiedy ten Dar pojawił się w ich życiu okazało się, że wszystko jest nie tak jak sobie zaplanowali. Córeczka nie była taka jak sobie wymarzyli, była inna, z ich punktu widzenia - gorsza.Początkowo oboje chcieli ten Dar odrzucić, nie rozumieli, dlaczego to właśnie oni zostali tak przez Pana obdarowani . Jednak Ewa postanawia zatrzymać córkę. 

W taki sposób Myszka pojawia się w ich pięknym, nowym domu.Tak też rozpoczyna się dla Ewy i Adama długa droga prowadząca do zrozumienia, że Myszka jest dla nich prawdziwym Darem, Darem, który odmieni całe ich dotychczasowe życie. I choć każde z nich dochodzi do tej wiedzy inną drogą, jest coś, co je łączy. Obie drogi wymagają wielkiego poświęcenia, obie prowadzą przez cierpienie, trud, zaparcie się samego siebie. Jednak nagrodą za ich pokonanie jest właśnie owo zrozumienie, a zrozumienie w tym wypadku to nie tylko całkowite przyjęcie i zaakceptowanie Myszki, ale przede wszystkim poznanie i przyjęcie prawdziwej Miłości.

Powieść Doroty Terakowskiej każe się nam zatrzymać i spojrzeć na życie z innej perspektywy. W książce tej padają ważkie pytania dotyczące etyki, moralności, naszego człowieczeństwa.
Adam, którego pragnieniem było mieć idealne genetycznie dziecko, dziecko "na życzenie" obdarzone wybranymi przez rodziców cechami, patrząc na swoją jakże nie idealną Myszkę zastanawiał się "Czy świat powinien być pełen ludzi doskonałych genetycznie, czy ludzi szczęśliwych? Czy doskonałe geny dają szczęście?". (strona 128)

A właśnie Myszka była szczęśliwa. To ona jest Darem, Darem nie tylko dla swoich rodziców, ale także dla nas czytających tę powieść. Mimo swojego ograniczenia, mimo skorupy jaką jest dla jej Duszy jej własne ciało Myszka uczy nas Miłości, cierpliwości, zaufania, uczciwości - uczy nas jak być Człowiekiem. Oczywiście poznajemy wygląd zewnętrzny Myszki, widzimy jej wielkie ograniczenia, jej niemoc, niezdarność, ale najważniejsze jest jednak to, że dzięki wspaniałym opisom autorki jesteśmy w stanie poznać tę Myszkę, która ukryta jest wewnątrz tego niezdarnego ciała. I ta Myszka jest piękna, wrażliwa, swobodna, mądra, czuła. Umie robić to, czego na zewnątrz nie potrafi, nie jest w stanie. Ta Myszka rozmawia z Nim, pomaga Mu tworzyć świat, mówi Mu co jest dobre, chroni przed popełnieniem błędów. Ma jednak świadomość tego, że nikt nie zna jej wnętrza, nie wie jaka jest na prawdę. Wtedy słyszy odpowiedź: "W każdym człowieku powinno być coś, o czym wie tylko on sam. Człowiek bez choćby jednej tajemnicy jest jak orzech, z którego po rozłupaniu zostanie sama skorupa. Ludzie za często dbają tylko o skorupę. Masz szczęście, że jesteś inna" (strona 207).

Temat, który porusza Dorota Terakowska nie jest mi obcy, ale po raz pierwszy spotkałam się z taką piękną, poetycką interpretacją wewnętrznego świata ludzi, których nazywa się Darem Pana. Tę łączność z Panem było widać wyraźnie wtedy, kiedy mogliśmy zajrzeć do wnętrza "skorupy" jaką było niezdarne, ociężałe ciało Myszki. Autorka posłużyła się tu analogią biblijną; nawiązała do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, w których opisane jest stworzenia świata. Myszka była świadkiem aktu stwórczego, jednocześnie współkreatorem tworzonego świata. Świata, w którym czuła się prawdziwie wolna, prawdziwie kochana i potrzebna.
Z wielkim wzruszeniem śledziłam losy Myszki, jednocześnie nie było mi  obce pytanie: Jak ja postąpiłabym na miejscu jej rodziców? Czy zdałabym  egzamin z dojrzałości i miłości? Czy potrafiłabym w Niej dojrzeć tę prawdziwą wolną, niczym nie skrępowaną Myszkę?

Trudno jest mi ocenić powieść Doroty Terakowskiej. W moim odczuciu treść, ważkość poruszanych tematów, zdominowała formę. Nie potrafię obiektywnie ocenić warsztatu pisarskiego autorki. Chłonęłam każde słowo nie zastanawiając się nad jego formą czy poprawnością lub zasadnością użycia, ale nad znaczeniem, jakie ze sobą niesie.
Oceniam tę powieść bardzo wysoko i zachęcam gorąco do jej lektury. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z wielkiego subiektywizmu mojej oceny, ale robię to z pełną świadomością).

Moja ocena 6/6

wtorek, 5 lipca 2011

Agatha Christie, Morderstwo w Orient Expressie

Ostatnio często na blogach spotykałam się z wpisami dotyczącymi kryminałów Agathy Christie. A ponieważ to moja ulubiona autorka tego gatunku pozazdrościłam wszystkim czytającym Agathę i postanowiłam powrócić do jej powieści. Swego czasu zbierałam całą kolekcję jej książek z Wydawnictwa Hachette, ale nie wszystkie przeczytałam. Teraz mam nadzieję to nadrobić. Zamierzam przeczytać całą kolekcję, także te powieści, które już znam. I właśnie od takiej zaczęłam.

Morderstwo w Orient Expressie to jedna z moich ulubionych powieści Agathy. Ulubionych także dlatego, że zagadkę tajemniczego morderstwa rozwiązuje mój ulubiony detektyw Herkules Poirot. Ten z pozoru wydawałoby się śmieszny Belg ma niespotykanie wręcz analityczny umysł, dzięki któremu jest w stanie rozwiązać nawet najbardziej zagmatwaną tajemnicę. Sam lubi mówić, że największe sprawy rozwiązuje się siedząc w fotelu i wykorzystując pracę swych szarych komórek. 
Taką okazję stwarza Poirotowi morderstwo dokonane w expressie jadącym ze Stambułu do Calais. W nocy w swoim przedziale zostaje zamordowany amerykański biznesmen. Wszystko wskazywałoby na to, że morderca uciekł z pociągu, gdyby nie fakt, iż pociąg stanął w zaspie a na śniegu nie ma żadnych śladów. Wniosek - morderca musi ukrywać się wśród pasażerów expressu.
Na szczęście jest niezawodny Herkules Poirot, który potrafi rozwiązać tę niezwykle skomplikowaną zagadkę, mimo braku dostępu do jakichkolwiek źródeł policyjnych, dzięki którym mógłby sprawdzić prawdziwość składanych zeznań. Ale taka sprawa cieszy Poirota, bo właśnie będzie mógł udowodnić, że tylko dzięki dedukcji jest w stanie rozwikłać tajemnicę. Czy tak się stanie?
Mimo, że znałam zakończenie, bo czytałam tę powieść wielokrotnie oraz oglądałam jej ekranizację, nie nudziłam się i z zainteresowaniem ponownie śledziłam tok rozumowania słynnego detektywa.

Naprawdę gorąco polecam tę powieść genialnej Agathy  nie tylko miłośnikom jej twórczości czy wielkiego Herkulesa Poirota.

Moja ocena 6/6

środa, 8 czerwca 2011

Stefan Zweig, Niecierpliwość serca

"Ale istnieje litość dwojakiego rodzaju. Jedna, małoduszna i sentymentalna, która właściwie jest tylko niecierpliwością serca pragnącego się jak najprędzej uwolnić od przykrych wzruszeń wywołanych przez cudze cierpienie - nie jest to wcale współczucie, lecz instynktowne odsuwanie cudzego cierpienia od własnej duszy. I ta druga - jedynie wartościowa - litość niesentymentalna, ale twórcza, litość, która wie, czego chce, i zdecydowana jest cierpliwie a współczująco przetrwać aż do kresu sił i nawet poza ich kres."

Powieść Stefana Zweiga Niecierpliwość serca jest przepięknym, poruszającym studium litości i miłości.
Główny bohater (jednocześnie narrator powieści) Antoni Hofmiller, młody oficer pułku ułanów stacjonujących w niewielkim miasteczku w pobliżu Wiednia, za przyczyną pewnej niezręczności, nieporozumienia, zostaje uwikłany w bardzo trudną dla siebie sytuację, która w radykalny sposób zmienia całe jego dotychczasowe ustabilizowane życie.
Na skutek popełnionej przez siebie gafy, wynikającej jedynie z niewiedzy, jego losy splatają się z losami młodej sparaliżowanej dziewczyny. 
Częste odwiedziny w jej domu będące następstwem silnego uczucia litości, jakie kaleka dziewczyna budziła w sercu bohatera, zostają przez nią opacznie zrozumiane. Edyta zakochuje się w młodym poruczniku, choć zdając sobie sprawę ze swych ograniczeń, ukrywa przed nim to uczucie. Kiedy prawda wychodzi na jaw, Antoni nie potrafi sprostać zadaniu. Jego zachowanie prowadzi do tragedii, a zrozumienie przychodzi za późno.
Zweig stworzył rozbudowany psychologicznie portret głównego bohatera. Prowadzenie narracji pierwszoosobowej pozwala na wgląd w duszę i w serce młodego porucznika. Dzięki temu mamy możliwość poznania jego uczuć, myśli oraz motywacji działania. Bohater staje nam się bliższy, łatwiej jest nam zrozumieć jego decyzje. Ale zrozumieć nie zawsze znaczy zaakceptować. 
Postępowanie Antoniego Hofmillera uświadamia nam, że litość może być uczuciem niszczącym i to niszczącym obie strony. Czasem lepiej jest nic nie robić, niż swoim nieodpowiedzialnym postępowaniem poczynić nieodwracalne szkody. Niecierpliwość serca może być zabójcza. 
 Zweig mówi także o drugim rodzaju litości, litości niesentymentalnej, litości zdolnej do poświęceń. Taką postawę reprezentuje w powieści doktor Condor, człowiek, który swoje życie poświęcił chorej żonie i swoim pacjentom. Doktor jest człowiekiem na wskroś uczciwym, będącym dla innych oparciem, "rozdającym" siebie potrzebującym. Jest oparciem dla głównego bohatera. Potrafi wstrząsnąć nim, ukazać prawdę o nim samym, lecz jednocześnie zamiast potępienia nieść otuchę i wsparcie. 
Powieść Zweiga urzekła mnie już wiele lat temu. Teraz powróciłam do niej odnajdując te same wzruszenia. Napisana pięknym, poetyckim językiem, wywołuje różnorodne refleksje. Skłania do głębszego zastanowienia się nad motywacją niektórych naszych czynów, a przede wszystkim uwrażliwia nas na problem litości. Niekiedy nie zastanawiamy się nawet nad tym, w jaki sposób okazywana przez nas litość jest odczytywana przez innych i jakie podłoże psychologiczne ma to uczucie. Czy rzeczywiście chcemy pomóc i trwać przy tym człowieku bez względu na poniesione z naszej strony ofiary i konsekwencje, czy tylko chcemy zaspokoić nasze wyrzuty sumienia. Nieodpowiednio okazywana litość może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Z drugiej strony Zweig pokazuje jak można zostać wykorzystanym za przyczyną okazywanej przez nas litości, a nawet zmuszonym do podjęcia zobowiązań, które nie wypływają z naszego serca, a są nam narzucone.
Książka nie kusi wartką akcją, szybko zmieniającą się scenerią, czy mnóstwem niespotykanych przygód będących udziałem bohatera. A jednak bardzo mocno przyciąga nasze zainteresowanie. Rozbudowane portrety psychologiczne oraz opisy zachowania i motywacji działań bohaterów sprawiają, że postacie te są bardzo plastyczne, bliskie czytelnikowi. Nie są pozbawione wad, a ich zachowanie nie zawsze budzi naszą aprobatę.
Dla mnie jest to doskonała, porywająca powieść psychologiczna. Nie jest to może łatwa lektura do poduszki, nie jest  to też trudny w odbiorze wykład z psychologii. Powieść dla każdego czytelnika. Każdego, kto kocha książki.

Moja ocena 6/6

czwartek, 19 maja 2011

Wiesław Myśliwski, Nagi sad

 Nagi sad Myśliwskiego to magiczna opowieść o miłości ojca i syna. Opowieść, którą snuje syn w czasie, kiedy sam jest już u kresu swego życia. Splątane ze sobą wspomnienia z dzieciństwa i młodości ukazują świat życia wiejskiego chłopca, który dzięki nauce, jaką pobierał w mieście, wyrósł ponad społeczność wiejską. To kim był, to jakim był i to co miał zawdzięczał w dużej mierze ojcu, jego miłości i pokładanym nadziejom. Jak mówi sam bohater, ojciec go sobie wymyślił, ukształtował. A syn, który, jak pisze, zawsze będzie synem (nawet, kiedy zabraknie ojca) poddaje się woli swego ojca, stara się spełnić jego oczekiwania. Ale czuje się z tym szczęśliwy. 
Myśliwski w mistrzowski sposób ukazuje relacje łączące dwoje bliskich sobie ludzi, miłość, którą siebie nawzajem darzą, poczucie bliskości, chęć poświęcenia się dla kochanej osoby, wzajemne zrozumienie. Zarówno syn dla ojca, jak i ojciec dla syna są całym  światem. Magiczne słowa "Chciałeś czego? [...] Tylko czy jesteś." oddają najpełniej tę głębię wzajemnych uczuć ojca i syna.
Piękno i urok powieści tkwi nie tylko w treści, ale także w swoistym poetyckim języku autora. Pełna metafor, niedopowiedzeń, barw, emocji proza Myśliwskiego "wciąga" czytelnika w swój magiczny świat, otula, porusza najgłębsze struny serca wygrywając na nich sobie tylko znaną melodię, za którą chcemy podążać, którą chcemy uchwycić, przyswoić, przyjąć za swoją. 
Dla mnie powieść ta jest wielkim odkryciem. Do tej pory nie znałam książek Myśliwskiego i nawet przyznam się, że byłam do nich w pewien sposób uprzedzona. Przede wszystkim przez tematykę, wydawało mi się, że po Chłopach Reymonta (powieści, którą bardzo cenię) nikt już o wsi nie jest w stanie dobrze  pisać. Sięgnęłam jednak po Nagi sad dzięki Klubowi Czytelniczemu na blogu Czytanki Anki. I proszę! Nie spodziewałam się wiele, myślałam sobie "byle doczytać do końca", a otrzymałam rewelacyjną powieść. 
Dziś już wiem, że sięgnę po inne utwory Myśliwskiego i jeśli pisane są takim samym językiem, jest szansa, że pokocham je tak samo jak Nagi sad.

Moja ocena 6/6

Ps. A okładka jest tak samo magiczna jak cała powieść. Przepiękna!!!!!

piątek, 6 maja 2011

Gaston Leroux, Upiór Opery


Dawno już nie pochłonęłam tak szybko czytanej przez siebie książki. Co prawda liczy sobie ona tylko 210 stron, ale nie mogłam się od niej oderwać. 
Oczywiście pragnęłam ją przeczytać przede wszystkim z powodu filmu zrealizowanego na podstawie musicalu Andrew Lloyda Webbera. Od początku zdawałam sobie sprawę, że zarówno musical jak i film nie są wiernym odtworzeniem powieści Gastona Leroux'a, dlatego nie czytałam książki z zamiarem porównania, a jedynie poznania pierwowzoru.

I nie zawiodłam się. Powieść Leroux'a od samego początku trzyma w napięciu. Jest przesyconą tajemnicą i  magią opowieścią o wielkiej miłości i poświęceniu. Autor buduje fabułę wokół pięknej i utalentowanej Krystyny Daae. Dziewczyna posiada wielki talent muzyczny, jest obdarzona niesamowitym głosem. Jednak po śmierci ojca,nie jest w stanie wykorzystać maksymalnie swych możliwości, popada w apatię. I nagle pojawia się niespodziewanie na scenie Opery, by oczarować swoim śpiewem dość wybredną publiczność. Co sprawiło, że młoda śpiewaczka w ciągu jednego wieczora podbija serca publiczności, a potem znika? I tu na kartach powieści pojawia się tajemnicza postać, dzięki której właśnie akcja nabiera charakteru niesamowitości, magii i iluzji. Kim jest? Aniołem Muzyki? Głosem? Czy może Upiorem Opery?
Leroux znakomicie buduje portret psychologiczny mężczyzny ukrywającego się przed światem z powodu swej brzydoty, rozgoryczonego życiem, nie potrafiącego do końca odróżnić dobra od zła. Jednocześnie mężczyzny zakochanego, który dla swej miłości jest w stanie zrobić wszystko; nawet zabić.Świadomy swej potwornej brzydoty  ukrywa swą twarz przed Krystyną licząc, że dziewczyna pokocha go dla jego wspaniałego głosu. Bo właśnie muzyka jest treścią życia przebywającego w podziemiach Opery Eryka. To poprzez muzykę wyraża swą osobowość, poprzez muzykę odkrywa swą duszę przed ukochaną. To dzięki muzyce jest w stanie zbliżyć się do niej. 
Eryk nie jest postacią jednoznaczną. Można go podziwiać, kochać go, współczuć mu i jednocześnie bać się jego nieokiełznanej natury, a nawet czuć do niego odrazę. To właśnie dzięki niemu powieść jest tak porywająca i nieprzewidywalna. Tak zresztą jak jej zakończenie. 
Pozostali bohaterowie powieści Leroux'a nie budzą już we mnie takich emocji. Są bardziej przewidywalni. Nie dziwiło mnie, ani nie zaskakiwało zachowanie ani Krystyny, ani zakochanego w niej z wzajemnością Raoula, wicehrabiego de Chagny.
Oprócz głównych bohaterów autor przedstawia też galerię postaci drugoplanowych, z których według mnie na uwagę zasługują obaj nowi dyrektorzy Opery, wprowadzający miejscami swoim zachowaniem  elementy humorystyczne, a także tajemnicza postać Persa, człowieka, którego wiele wiąże z ukrywającym się w Operze Upiorem.
Upiór Opery nie jest typową historią romantycznej, ckliwej miłości. Jest to powieść przesycona emocjami, które z wielką siłą targają bohaterami, a przede wszystkim tytułowym Upiorem. Jest to też powieść stawiająca czytelnikowi pytania. Czy miłość może tłumaczyć okrucieństwo? Czy miłość może zniewalać drugiego człowieka? Czy można miłość pomylić z litością? Czy w imię miłości można zapomnieć o podstawowych prawach drugiego człowieka? Czy prawdziwa miłość może być egoistyczna, czy musi się poświęcić?
Czytając powieść Gastona Leroux'a nie zawsze musimy dać odpowiedź na wszystkie pytania. Ale one w nas pozostaną. 
I tylko w jednym wypadku mam żal do autora: że napisał tak wciągającą  powieść, którą czyta się błyskawicznie i przez to zbyt krótko dane mi było obcować z jej bohaterami.

Ale przecież po przeczytaniu tej powieści można obejrzeć film, czy posłuchać przepięknej muzyki Andrew Lloyda Webbera i jeszcze raz odbyć podróż do Paryża początku XX wieku, jeszcze raz przyjrzeć się wielkiej miłości nieszczęśliwego Eryka do pięknej i utalentowanej Krystyny Daae.

Moja ocena 6/6 (może z małymi wątpliwościami; gdybym stawiała połówki dałabym 5,5/6)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...