środa, 25 maja 2011

Listy

Dzisiaj pomyszkowałam trochę po książkowych blogach i natrafiłam m. in. na prowadzony przez Monotemę blog 52 tygodnie czytania. A na nim zwróciły moją uwagę właśnie listy książek, które trzeba/należy znać czyli przeczytać. Wpadły mi w oko trzy: Lista WP, Lista BBC oraz opublikowana przez Guardian. Listy wpadły mi w oko, a ja wpadłam w listy jak przysłowiowa "śliwka w kompot". 
Uwielbiam bowiem takie usystematyzowania, wytyczne rzec by można. Chyba związane jest to z faktem bycia zodiakalną panną. Może nie jestem "porządnicka" w codziennym życiu (tzn. wolę czytać książki niż np. sprzątać), ale pewna systematyczność ma dla mnie siłę przyciągającą. 
Zobaczyłam te listy i oczywiście zaraz zrodził się pomysł, by poczytać książki, które na nich się znajdują. 
Pozwolę więc sobie na ich skopiowanie na swój blog (mam cichą nadzieję, że Monotema nie będzie miała nic przeciw temu). A potem zabiorę się do czytania tego czego jeszcze nie znam. Nie obiecuję, że przeczytam wszystkie z wymienionych pozycji (np. nie zamierzam sięgać po Eneidę), ale postaram się inspirować tymi listami. Tak naprawdę sama jestem ciekawa na ile uda mi się zrealizować mój szalony pomysł. Ale przecież świat bez szaleńców byłby nudny (no... pod warunkiem, że nie są niebezpieczni). Mam jednak nadzieję, że moje szaleństwo nikomu nie zagrozi (jedynie tylko moim "czterem kątom", które nie będą tak często odkurzane, jak być powinny).

czwartek, 19 maja 2011

Wiesław Myśliwski, Nagi sad

 Nagi sad Myśliwskiego to magiczna opowieść o miłości ojca i syna. Opowieść, którą snuje syn w czasie, kiedy sam jest już u kresu swego życia. Splątane ze sobą wspomnienia z dzieciństwa i młodości ukazują świat życia wiejskiego chłopca, który dzięki nauce, jaką pobierał w mieście, wyrósł ponad społeczność wiejską. To kim był, to jakim był i to co miał zawdzięczał w dużej mierze ojcu, jego miłości i pokładanym nadziejom. Jak mówi sam bohater, ojciec go sobie wymyślił, ukształtował. A syn, który, jak pisze, zawsze będzie synem (nawet, kiedy zabraknie ojca) poddaje się woli swego ojca, stara się spełnić jego oczekiwania. Ale czuje się z tym szczęśliwy. 
Myśliwski w mistrzowski sposób ukazuje relacje łączące dwoje bliskich sobie ludzi, miłość, którą siebie nawzajem darzą, poczucie bliskości, chęć poświęcenia się dla kochanej osoby, wzajemne zrozumienie. Zarówno syn dla ojca, jak i ojciec dla syna są całym  światem. Magiczne słowa "Chciałeś czego? [...] Tylko czy jesteś." oddają najpełniej tę głębię wzajemnych uczuć ojca i syna.
Piękno i urok powieści tkwi nie tylko w treści, ale także w swoistym poetyckim języku autora. Pełna metafor, niedopowiedzeń, barw, emocji proza Myśliwskiego "wciąga" czytelnika w swój magiczny świat, otula, porusza najgłębsze struny serca wygrywając na nich sobie tylko znaną melodię, za którą chcemy podążać, którą chcemy uchwycić, przyswoić, przyjąć za swoją. 
Dla mnie powieść ta jest wielkim odkryciem. Do tej pory nie znałam książek Myśliwskiego i nawet przyznam się, że byłam do nich w pewien sposób uprzedzona. Przede wszystkim przez tematykę, wydawało mi się, że po Chłopach Reymonta (powieści, którą bardzo cenię) nikt już o wsi nie jest w stanie dobrze  pisać. Sięgnęłam jednak po Nagi sad dzięki Klubowi Czytelniczemu na blogu Czytanki Anki. I proszę! Nie spodziewałam się wiele, myślałam sobie "byle doczytać do końca", a otrzymałam rewelacyjną powieść. 
Dziś już wiem, że sięgnę po inne utwory Myśliwskiego i jeśli pisane są takim samym językiem, jest szansa, że pokocham je tak samo jak Nagi sad.

Moja ocena 6/6

Ps. A okładka jest tak samo magiczna jak cała powieść. Przepiękna!!!!!

środa, 18 maja 2011

Rocznicowo

Dziś jest 18 maja, dzień ważnych dla naszego narodu rocznic.

18 maja 1920 roku w Wadowicach przyszedł na świat Karol Wojtyła, "człowiek, który został papieżem", "papież, który został człowiekiem".



18 maja 1944 roku Polacy po długotrwałym, morderczym szturmie zdobyli Monte Cassino; dzięki temu droga na Rzym stanęła otworem.


Nie mogłam się oprzeć, żeby choć o tych wydarzeniach nie wspomnieć.

Jodi Picoult, Zagubiona przeszłość

 Już od dłuższego czasu spotykałam się na półkach księgarskich z powieściami nieznanej mi zupełnie autorki Jodi Picoult. Ponieważ zawsze było ich kilka zaintrygowało mnie to. Pomyślałam, że pewnie jest to popularna autorka, a ja nic o niej nie wiem. I kiedy w bibliotece zobaczyłam jej nazwisko na grzbiecie książki od razu zabrałam ją do domu, nawet nie patrząc na tytuł.
A teraz właśnie skończyłam czytać pierwszą powieść Picoult i wyznaję, że zrobiła na mnie spore wrażenie.
Autorka porusza szereg ciekawych problemów. Jest więc mowa o skrzętnie ukrywanej tajemnicy, o kłamstwie w imię miłości, o poszukiwaniu własnej tożsamości, o walce z nałogami, o wykorzystywaniu nieletnich, o..... można by było podać jeszcze kilka przykładów. A każda z tych spraw skłania nas do refleksji nad życiem, nad wyborami, których musimy dokonywać, nad poszukiwaniem prawdy, nad światem wartości ważnych dla każdego z nas, nad tym, co jest dobrem, a co jest złem, a czasem nad relatywizmem naszych życiowych wyborów.
Picoult umiejętnie wprowadza nas w świat swoich bohaterów, świat pełen subiektywnych odczuć, pełen emocji. Subiektywizm relacji osiąga poprzez oddanie głosu swoim bohaterom. Oto oni: Delia, Eric, Fitz, Andrew, Elise. To właśnie im pozwala Jodi Picoult przemawiać we własnym imieniu. Każdy z nich ma możliwość opowiedzenia swojej wersji historii, a opowieści te wzajemnie się przeplatają. Dzięki tej pierwszoosobowej narracji jesteśmy w stanie lepiej poznać motywy kierujące bohaterami, ich emocje, wątpliwości, zmaganie się z prawdą o sobie. Oni odkrywają przed nami nie tylko zewnętrzny świat następujących po sobie faktów, ale pozwalają zajrzeć w głąb swojej duszy i odkryć w niej to, o czym nie wiedzą nawet o sobie nawzajem.
Sami bohaterowie nie są papierowymi postaciami. Są ludźmi z krwi i kości, nietuzinkowymi postaciami, których nie możemy jednoznacznie ocenić. Jest w nich wiele dobra, ale i czasem zła, a niektórych ich decyzji nie jesteśmy w stanie do końca pojąć. Oprócz bohaterów, którzy są narratorami tej opowieści, pojawiają się inne ciekawe i barwne postaci. Dla mnie taką jest niewątpliwie Ruthann, Indianka spotkana przez Delię w Phoenix, kobieta, która potrafiła zajrzeć w głąb duszy drugiego człowieka. Picoult stworzyła także intrygującą kreację Emmy Wasserstein, pani prokurator oskarżającej jednego z głównych bohaterów powieści.
Książkę czyta się dobrze, napisana jest bardzo przystępnym językiem. Dlatego mimo, iż porusza trudne tematy, mówi o nich w sposób zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców.
Nie żałuję czasu spędzonego nad tą powieścią. Zamierzam przeczytać także inne książki tej autorki, a być może także skusić się na ich kupno.

Moja ocena 5/6 

Teresa Torańska, Byli

Wiele lat temu, przygotowując się do egzaminu na studiach przeczytałam pierwszą swoją książkę Torańskiej Oni. Wywarła na mnie spore wrażenie. Postanowiłam wtedy, że sięgnę po inne pozycje tej autorki. I wreszcie mi się udało. 
Byli to zbiór sześciu wywiadów przeprowadzonych przez Teresę Torańską z komunistycznymi dygnitarzami z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. 
Torańska w mistrzowski sposób stara się "obnażyć" swoich rozmówców. Swoimi dociekliwymi, nieraz wręcz niewygodnymi pytaniami próbuje wydobyć na światło dzienne motywacje i kulisy działań ludzi, którzy decydowali o naszym życiu, o naszej polityce, naszej kulturze i gospodarce. 
I tak na początku mamy możliwość przeczytania rozmowy z Wojciechem Jaruzelskim, człowiekiem, który wychował się w rodzinie katolickiej, z wielkimi patriotycznymi tradycjami, i jednocześnie człowiekiem odpowiedzialnym za wprowadzenie w Polsce stanu wojennego.
Kolejni rozmówcy Torańskiej to Kazimierz Kąkol (w latach siedemdziesiątych minister-kierownik Urzędu do Spraw Wyznań), Józef Tejchma  (wiceprezes Rady Ministrów, minister kultury i sztuki), Maciej Szczepański (w latach siedemdziesiątych przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji), Michał Jagiełło (zastępca kierownika Wydziału Kultury Komitetu Centralnego-tylko rok znajdował się w "tyglu" aparatu partyjnego, po ogłoszeniu stanu wojennego przeszedł do opozycji) i zamykający tę listę Jerzy Urban (w latach osiemdziesiątych rzecznik prasowy rządu).
Każdy z nich jest inny, co widoczne jest w ich reakcjach na pytania dziennikarki, w ich sposobie bycia, podejściu do tematu rozmów, w stopniu ich szczerości. 
Torańska prowadzi te rozmowy bardzo błyskotliwie, umiejętnie dociera do sedna poruszanych tematów, stara się wywołać u swoich rozmówców określone emocje. Niekiedy bywa nawet złośliwa (odrobinkę), przy czym nigdy nie przekracza granic kulturalnego zachowania, nie obraża swoich rozmówców. Chce ich tylko troszkę sprowokować, by byli szczerzy w swoich wypowiedziach.
Tak jak i rozmówcy, tak i każdy wywiad jest inny. Mnie osobiście najlepiej czytało się rozmowę z Kazimierzem Kąkolem. Już od pierwszych słów zainteresowałam się jej tematem. Bowiem pan Kąkol rozpoczyna swoje wspomnienia od stwierdzenia faktu, że przyśniło mu się, iż papieżem zostanie Wojtyła. A było to podobno w nocy z 12 na 13 października 1978 roku czyli na cztery dni przed ogłoszeniem decyzji konklawe w Rzymie. A potem już rozmowa potoczyła się wokół początków pontyfikatu Jana Pawła II, z uwzględnieniem pierwszej pielgrzymki do ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Być może temat ten tak mnie zainteresował, gdyż zbiegł się z beatyfikacją Polaka Papieża.
Nie będę charakteryzowała tematu każdej rozmowy przeprowadzonej przez Torańską. Nie jest to bowiem konieczne i właściwe. Każdy bowiem, kogo zainteresuje ta tematyka może sam sięgnąć po książkę Torańskiej. A wiadomo, ile czytelników, tyle odczuć i zdań na temat przeczytanych faktów oraz postaw rozmówców. 
Polecam gorąco tę książkę, gdyż według mnie warto zapoznać się z ludźmi, którzy tworzyli przecież nie tak dawną historią naszego kraju.
Przeczytałam jeszcze raz, to co napisałam i nie jestem z siebie zadowolona. Zamiast spójnej, ciekawie napisanej opinii o książce udało mi się stworzyć jedną z najbardziej chaotycznych i nieudolnych wypowiedzi, które ostatnimi czasy wyszły spod mego pióra, a właściwie należałoby by napisać "spod mej klawiatury". Wstyd mi za siebie! Ale mimo to nie zamierzam pisać od początku. Niech już tak zostanie.

Moja ocena 5/6 (to już chyba moja mała tradycja)

poniedziałek, 16 maja 2011

Czytadła

Dziś wracałam  piechotką z pracy (ok. 30 minut drogi), miałam wiec sporo czasu na rozmyślanie. I o czym myślałam? Oczywiście o książkach. Wczoraj przeczytałam na jednym z blogów recenzję o pewnej powieści (mniejsza o to jakiej), którą recenzent nazwał z sympatią "dobrym czytadłem". Zaczęłam się więc zastanawiać czym dla mnie jest to tzw. "czytadło" i czy ja takie czytadła czytam. Stąd zrodził się pomysł na ten post.
Zajrzałam zaraz do Słownika Języka Polskiego i przeczytałam, że czytadło to "potocznie książka, którą się łatwo, przyjemnie czyta, ale o niewielkiej wartości literackiej". W innym słowniku zaś napisano, że jest to "powieść łatwa w odbiorze, zaspakajająca potrzeby i gust mało wybrednego czytelnika".
Nasuwa się więc pytanie: co mamy czytać? - literaturę klasyczną (tzn. "dzieła literatury pochodzące z różnych okresów historycznych, które uznawane są za doskonałe" - przez kogo? rzecz jasna przez krytyków literackich ) czy właśnie popularne czytadła?
Myślę, że powinniśmy mieć czas i na klasykę i na literaturę lżejszą w odbiorze. Co nie oznacza, że klasyka musi nużyć, a jej czytanie musi sprawiać nam wiele trudności. Klasykę też można przecież pokochać.
Czym są dla mnie czytadła? Nie wyobrażam sobie mojej osobistej półki bibliotecznej bez tego typu książek. Kocham czytadła i wcale się tego nie wstydzę. Czytam przecież po to, aby się odprężyć, aby uciec od zwykłej, szaroburej rzeczywistości w krainę marzeń i fantazji. Czytam, by wraz z bohaterami przeżywać ich radości i smutki, bać się, rozwiązywać trudne zagadki kryminalne, podróżować, podziwiać przepiękne krajobrazy czy dzieła sztuki. Czego wiec szukam w książce? Wartko prowadzonej akcji, pełnej przygód, nowych wyzwań; ciekawych, barwnych bohaterów; tajemnic, które trudno jest rozwikłać; wielkiej, prawdziwej miłości, przyjaźni.... To wszystko dają mi właśnie książki. I to zarówno te, które nazwałabym czytadłami: lekkie, przyjemne, łatwe w odbiorze, jak i te, które zaliczyć można do tzw. literatury "z wyższej półki". To, po jaką książkę sięgnę,  zależy od nastroju w jakim jestem, od moich oczekiwań związanych z lekturą, a czasem po prostu od tego, co mam pod ręką.
I to nieprawda, że czytadła nie pobudzają do refleksji, nie wywołują emocji. Moim zdaniem właśnie po to są.  Często poruszają ważne dla nas problemy, mówią o sprawach trudnych prostym, zrozumiałym i łatwym w odbiorze językiem. Dzięki temu przemawiają do większego grona czytelników, bo chętniej sięgamy po popularne czytadła niż po wielkie dzieła klasyki. Dlaczego? Nie zawsze dlatego, że tych drugich nie doceniamy, czy nie rozumiemy. Ja często wolę sięgnąć po sensację, kryminał, popularną powieść obyczajową czy nawet romans, szczególnie wtedy, gdy w lekturze szukam wytchnienia, gdy po porostu potrzebuję tzw. rozrywki. Czasem po prostu jestem zbyt zmęczona, by wgłębiać się w piękny, lecz trudny język niektórych pisarzy przez krytyków uznawanych za klasycznych, doskonałych, wielkich. Co nie oznacza, że w sprzyjających okolicznościach nie będę zachwycała się właśnie ich dziełami.
O gustach się nie dyskutuje. Każdy czyta to, co mu się podoba. A w podejściu do literatury, tak jak i w życiu, ważna jest szczerość. Jeżeli nie podoba mi się Lalka Prusa, czy Ulisses Joyce'a, to po prostu tego nie czytam. A jeśli większą przyjemność sprawia mi saga Zmierzch czy romanse Barbary Cartland, to po nie właśnie sięgam. I o to według mnie w czytaniu chodzi (oczywiście w tym czytaniu dla przyjemności, nie mówię tu np. o książkach, które musimy przeczytać np. z racji swojego zawodu). Czytam, bo sprawia mi to radość, czytam to, co lubię, co mnie interesuje, co wywołuje we mnie dreszczyk podniecenia i emocji.
I jeżeli to są czytadła, to czytam właśnie CZYTADŁA.

sobota, 14 maja 2011

Sigrid Undset, Krzak gorejący


 
Długo się zabierałam do napisania o tej powieści norweskiej laureatki Nagrody Nobla. A teraz jak usiadłam do tego posta, to tak naprawdę nie wiem co napisać. 
Powieść Sigrid Undset wywołała we mnie silne emocje. Do jej przeczytania zachęcił mnie tytuł, który od razu skojarzył mi się z biblijnym Mojżeszem, oraz krótka informacja na okładce. Miałam co do tej książki pewne oczekiwania i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam. 
Główny bohater, Paul Selmer, jest człowiekiem sukcesu, ma dobrze prosperującą firmę, żonę i dwoje dzieci. Wydawałoby się, że niczego do szczęścia mu już nie trzeba. A jednak..... Odczuwa on pewną pustkę wewnętrzną, czegoś mu w życiu brak. Sens odnajduje w wierze katolickiej. Najpierw długo studiuje Biblię pod okiem katolickiego księdza, potem przyjmuje chrzest i pozostałe sakramenty święte. Od tej pory jego życie ulega zmianie. Fakt przejścia na katolicyzm zmienia spojrzenie Paula na rodzinę, pracę, znajomych, obcych ludzi, a także sprawia, że rodzina i znajomi zaczynają inaczej patrzeć na bohatera.
Krzak gorejący jest wnikliwym studium człowieka, który zmienia wiarę i stara się potem jak najlepiej żyć tą nową wiarą, poznawać jej tajniki, jej przykazania, a potem stosować je w swoim własnym życiu. Zastanawiałam się skąd Undset tak dokładnie i drobiazgowo potrafiła oddać myśli i odczucia bohatera i odpowiedź odnalazłam w jej życiorysie. Sama pisarka bowiem przeszła na katolicyzm, więc z autopsji znała te różnorodne odczucia, wrażenia i wątpliwości towarzyszące tym, którzy jako dojrzali ludzie, w pełni świadomie, zmieniają swoją wiarę. 
Powieść napisana jest bardzo zajmująco choć nie spotkamy w niej zawrotnego tempa akcji (jak np w powieściach sensacyjnych czy przygodowych). Raczej biegnie ona dość powoli ;nic się ważnego nie dzieje , zwykła codzienność, można rzec "wieje nudą"; a raptem coś się wydarzy i tempo naszego życia nagle wzrasta. 
Początkowo wydawało mi się, że losy bohatera potoczą się przewidywalnie i muszę przyznać, że kilkakrotnie pisarka zaskoczyła mnie niespodziewanymi zwrotami akcji. Prowadziła swojego bohatera drogami, które nie były utartymi szlakami, a często dążyły do zupełnie nieoczekiwanych rozwiązań czy decyzji podejmowanych przez Paula.
Sporo miejsca w powieści zajmują rozważania bohatera, bądź jego rozmowy z bliskimi, dotyczące kwestii wiary i podejścia do życia. I niestety chwilami refleksje te były według mnie zbyt długie i rozwlekłe. Często "łapałam" się na tym, że traciłam zupełnie sens wypowiedzi nie mogąc za nią podążyć z powodu znużenia wywołanego właśnie jej długością , a czasem i zawiłością. Ale to, według mnie, jedyna poważna wada tej powieści.
Jest to i zarazem nie jest to powieść dla każdego. Mam wrażenie, że czytelnika nie obeznanego z wiarą katolicką może ona znużyć, a nawet i zirytować. (Zastrzegam, że jest to moje osobiste odczucie i nikogo nie chciałabym nim urazić - nie mam takiej intencji. Mogę się przecież mylić.) Mimo to polecam tę powieść, także ze względu na piękny styl autorki, ciekawe rozważania na temat życia i wartości, które są dla nas najważniejsze. 
Nie znałam do tej pory twórczości Sigrid Undset i kojarzyło mi się jej nazwisko wyłącznie z powieścią historyczną Krystyna, córka Lavransa. Nie żałuję czasu spędzonego nad lekturą, a być może kiedyś przeczytam i inne powieści norweskiej pisarki.

Moja ocena 5/6 (to ze względu na te trochę przydługie rozważania)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...