
Bohaterkami tej opowieści są dwie stare już kobiety mieszkające w jednym domu: Heed i Christine. Kiedyś łączyła je przyjaźń mimo tego, że pochodziły z zupełnie odmiennych środowisk. Teraz łączy je nienawiść, której przyczyn należy szukać w decyzji dziadka Christine, który postanowił poślubić przyjaciółkę swojej wnuczki, jedenastoletnią wówczas dziewczynkę. Powieść rozpoczyna się w momencie gdy do zamieszkałego przez dwie kobiety domu przybywa młoda dziewczyna o imieniu Juniorka, którą zatrudnia jedna z kobiet w tajemnicy przed drugą.
Historia Juniorki splata się i przeplata z historia Heed, Christine oraz bliskich im osób: Billego Coseya, dziadka Christine, May - jej matki, Sandlera i Vidy oraz ich wnuka Romena. Jest jeszcze tajemnicza postać kobiety, narratorki części powieści, o której początkowo wiemy niewiele, a której historia, związana z losami rodziny Coseyów, objawia nam się stopniowo. Tak jak stopniowo odsłaniają się nam tajemnice Billa Coseya, jednego z pierwszych czarnych ludzi interesu, i jego rodziny oraz osób związanych z prowadzonym przez niego hotelem.
Miłość, to oczywiście powieść o miłości, ale także o towarzyszącej jej nienawiści i zazdrości, zmysłowości i fascynacji, o przyjaźni, wierności i zdradzie, o próbie wydobycia się za wszelką cenę ze środowiska, w którym się żyje, o podstępie, wyrachowaniu, ale także o przebaczeniu.
Od pierwszych stron wciągają nas pogmatwane losy bohaterów. Niestety, według mnie, opowiedziane są one zbyt chaotycznie. Początkowo nie mogłam "połapać" się o kim mowa, o jakich czasach: współczesnych czy wcześniejszych opowiada narrator. Jednak z czasem zaczęłam lepiej rozumieć i umiejętnie składać fragmenty różnych, przeplatających się historii. To według mnie jedyny większy minus powieści. Poza tym czyta się ją dość dobrze (im bliżej końca tym lepiej - przynajmniej w moim odbiorze). Język jest w miarę prosty i przystępny, a jednocześnie widać, że pisarka po mistrzowsku operuje słowem. Mimo że części dialogowe zajmują mniej niż połowę książki długa miejscami narracja wcale nie nuży i nie utrudnia czytania.
Bohaterowie są ciekawymi i barwnymi osobowościami. Szczególnie polubiłam Christine za jej buntowniczy i dość trudny charakter. Juniorka, którą z początku polubiłam pod koniec powieści spłatała mi figla i zrobiła coś, z czym się zgodzić nie mogłam. Sympatią darzyłam też młodego Romena, który nie zawiódł mnie do samego końca powieści. Podobało mi się też zakończenie, którego właściwie w takiej formie się nie spodziewałam.
Oceniam to moje pierwsze spotkanie z prozą Toni Morrison dość dobrze i na pewno sięgnę jeszcze po inne jej powieści.
Nie miałam przyjemności poznać tej pisarki, ale z chęcią nadrobię zaległości:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Ja chyba sobie daruję, skoro nie taka dobra. A tyle jeszcze czeka innych pozycji na półce, choć podoba mi się okładka. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPodsunę siostrze jak coś, sama chyba nie sięgnę po tę książkę
OdpowiedzUsuńKasandra_85:)
OdpowiedzUsuńMyślę, że warto. Ja na pewno jeszcze coś pani Morrison przeczytam.
Bibliofilka:)
Może nie rezygnuj. Czytałam bardziej pozytywną recenzję tej powieści. Mnie po prostu początkowo trochę zraziła nieporządkowana narracja, a właśnie ona spodobała się innej recenzentce. Więc może spróbuj sama wyrobić sobie zdanie.
Alannada:)
Mam nadzieję, że siostrze się spodoba.
Poczekam na Twoje kolejne spotkania z tą autorką i sama sięgnę po pozycję najwyżej ocenioną. Trzeba sobie ułatwiać życie ;)
OdpowiedzUsuńViv:)
OdpowiedzUsuńMasz rację. To jest sposób. Tylko poproszę o trochę cierpliwości, bo nie wiem kiedy coś upoluję w bibliotece ewentualnie w antykwariacie za przyzwoitą cenę.
Czytałam kiedyś tę książkę, ale niestety nie trafiła w moje gusta.
OdpowiedzUsuń