wtorek, 12 lipca 2011

Agatha Christie, Spotkanie w Bagdadzie

Czy można się zakochać w kimś od pierwszego wejrzenia? I czy to zakochanie przetrwa próbę czasu?
O tym miała okazję przekonać się Victoria Jones, bohaterka kryminału Agathy Christie Spotkanie w Bagdadzie.

Victoria jest młodą, piękną dziewczyną, która właśnie z powodu swojego temperamentu straciła kolejną pracę. Jednak entuzjazm i wiara w lepszą przyszłość nie opuszcza jej. W parku spotyka młodego, przystojnego dżentelmena, który od razu "wpada jej w oko". Okazuje się, że z wzajemnością. Jednak Edward (Victoria zna tylko jego imię) musi służbowo wyjechać aż do Bagdadu. Na pożegnanie prosi dziewczynę o możliwość zrobienia jej zdjęcia. Uszczęśliwiona i już zakochana Victoria godzi się na to. Kiedy Edward odchodzi dziewczyna od razu podejmuje decyzję - za wszelką cenę musi się dostać do Bagdadu. Tylko jak to zrobić jeśli się właśnie straciło pracę, a jedyny majątek stanowi kilka funtów? Victoria nie byłaby sobą gdyby nie znalazła sposobu na to, co wydaje się niemożliwe. Tak więc za kilka dni znajduje się w samolocie rozpoczynając długą podróż do Bagdadu. Nie wie tylko, że tym samym wkracza na ścieżkę przygody. Przygody, która jest bardzo intrygująca, ale również niebezpieczna. 

Agatha Christie zafundowała nam nową aferę kryminalną, której akcja rozgrywa się na egzotycznym Wschodzie. Tym razem nie spotkamy mojego ulubionego detektywa Herkulesa Poirot, ani nawet przesympatycznej panny Marple. W rozwiązaniu zagadki pomagają zupełnie przypadkowe osoby, a sama zagadka sięga korzeniami do afery politycznej, która może zagrozić bezpieczeństwu całego świata. 

Jak zawsze autorka urzeka nas sposobem budowania napięcia, wartką akcją, sprawnie skonstruowaną fabułą,  zagadką, którą trzeba rozwiązać. Mimo, że czytałam tę książkę po raz drugi nie pamiętałam pewnych faktów i przez długi czas nie wiedziałam kim jest osoba kierująca spiskiem, mogłam wiec trochę pozgadywać. Jednak do czasu, bo wreszcie przypomniałam sobie zakończenie. Nie pozbawiło mnie to jednak czerpania przyjemności z lektury. 
Agatha zawsze pozostanie dla mnie mistrzynią kryminałów i nieodmiennie z wielką chęcią będę sięgała po jej książki.

Moja ocena 5/6 (dla Agathy jak zawsze wysoka)

poniedziałek, 11 lipca 2011

Jodi Picoult, Bez mojej zgody

 Tak jak sobie obiecałam ponownie sięgnęłam po książkę Jodi Picoult. Tym razem jest to powieść Bez mojej zgody. Wiele o niej słyszałam, także to, że została zekranizowana. Poza tym miałam zamiar przeczytać ją w ramach wyzwania czytelniczego. I oczywiście była akurat dostępna w bibliotece.

I tak ponownie rozpoczęłam przygodę z panią Picoult. Trochę się obawiałam pewnego deja vu związanego ze sposobem narracji. Autorka oddaje głos swoim bohaterom dzięki czemu poznajemy tę samą historię z różnych punktów widzenia co wpływa na subiektywizm opowieści. Tak samo było w poprzedniej powieści Jodi Picoult. Ponieważ znam tylko te dwie książki nie wiem czy podobny zabieg stosuje autorka we wszystkich swoich powieściach. Jeżeli tak by było z mojego punktu widzenia byłby to pewien mankament. To co wydaje się być odkrywcze za pierwszym razem, za kolejnym traci swoją świeżość i oryginalność. 

Przejdźmy jednak do samej powieści. Bez mojej zgody porusza bardzo ważki problem choroby w rodzinie i to choroby śmiertelnej. Spokojne życie Sary i Briana Fitzgeraldów, rodziców czteroletniego Jessego i dwuletniej Kate, burzy informacja o śmiertelnej chorobie córeczki. Zrozpaczeni rodzice za wszelką cenę pragną ratować małą Kate. Nie wahają się nawet przed podjęciem decyzji o urodzeniu kolejnego dziecka, które będzie genetycznie jak najbardziej zbliżone do chorej dziewczynki i będzie dla niej idealnym dawcą narządów i tkanek. I tak na świat przychodzi Andromeda nazywana w rodzinie po prostu Anną. 
Historia rozpoczyna się z chwilą kiedy trzynastoletnia już Anna Fitzgerald postanawia wytoczyć swoim rodzicom proces o odzyskanie prawa do decydowania o własnym ciele  czyli do samostanowienia o sobie w kwestiach medycznych.
Śledząc losy przygotowywanego procesu poznajemy bliżej rodzinę Anny, historię choroby Kate (o której opowiada jej matka - Sara), a także losy zatrudnionego przez Annę adwokata Campbella Alexandra i wyznaczonej przez sędziego do roli kuratora procesowego Julii Romano. Wszystkie te wątki splatają się w przejmującą opowieść o chorobie, cierpieniu, nadziei, miłości, determinacji. Widzimy jak choroba Kate odciska swoje piętno na życiu całej jej rodziny: rodziców, siostry i brata. Właściwie przez te wszystkie lata od momentu jej wykrycia wszystkie myśli, czynności i decyzje związane są z podejmowaną przez rodziców walką z przeznaczeniem. Życie całej rodziny zostaje podporządkowane rytmowi choroby, okresom jej remisji i nawrotów. Możemy zaobserwować jak bardzo mocno odbija się to na życiowych wyborach bohaterów. 

Najtrudniejsze jest to, że jestem w stanie zrozumieć i usprawiedliwić każdą ze stron. 
Początkowo wydawało mi się, że Anna ma całkowitą rację wytaczając proces swoim rodzicom. I choć właściwie zdania nie zmieniłam i nadal popierałam jej decyzję, to jednak także rozumiałam decyzje Sary, matki, która walczy o życie swojego dziecka. Im bliżej poznawałam Sarę i Briana tym lepiej ich rozumiałam i wyraźniej widziałam, jak trudno było im wybierać pomiędzy dobrem Kate i dobrem Anny. I choć może popełnili niejeden błąd, także w podejściu do najstarszego z dzieci czyli do Jessego (a być może  to właśnie jego najbardziej zaniedbywali) to jednak w moim odczuciu byli dobrymi, kochającymi rodzicami. 

Nie znam działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, więc nie mogę ocenić na ile zachowane są realia toczącej się w powieści sprawy sądowej. Mogę zaś stwierdzić, że całkowicie zgadzam się z decyzją sędziego. Nie mogę tego jednak powiedzieć o samym zakończeniu powieści. Trudno jest mi jednoznacznie je ocenić. Wydaje mi się z jednej strony bardzo przewrotne i mało realne. Z drugiej zaś uważam, że życie tworzy jeszcze bardziej nieprawdopodobne scenariusze. 

Czy powieść mi się podobała? Zdecydowanie tak i to bardziej niż czytana wcześniej przeze mnie Zagubiona przeszłość. Nie powaliła mnie jednak na kolana. Czegoś mi w niej brakowało , czegoś w niej było za dużo. Jednak uważam, że śmiało mogę ją polecić. Mimo tak trudnego tematu czyta się ją łatwo i przyjemnie. Przyczynia się do tego niewątpliwie prosty i zrozumiały język i styl autorki. 

Czy mam ochotę na kolejne spotkanie z Jodi Picoult? Na razie tak. Po przeczytaniu zaledwie dwóch powieści trudno jest wyrokować o schematyczności jej utworów, a ponieważ porusza ona ciekawe tematy sięgnę po inne jej książki. Może znów coś upoluję w bibliotece. I oczywiście postaram się w najbliższym czasie zobaczyć ekranizację opiniowanej przeze mnie powieści.
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała na koniec o jeszcze jednym bohaterze. Mam tu na myśli Sędziego, który jest psem-przewodnikiem Campbella Alexandra. Dzięki Sędziemu w powieści pojawiają się także  momenty humorystyczne, co czasami równoważy powagę przedstawianego w niej problemu. Dla mnie to duży plus tej książki.

Moja ocena 5/6 (taką samą wystawiłam poprzedniej powieści choć dziś oceniłabym ją troszkę niżej)

Skorzystam jeszcze z okazji i umieszczę zapomniany czerwcowy stosik.

Od góry:
1. Zbigniew Nienacki, Księga strachów (to dla mojego syna, kolejny tom przygód Pana Samochodzika)
2. Maria Kruger, Witaj Karolciu! (tym razem dla mojej córki, kontynuacja Karolci)
3. Mario Puzo, Rodzina Borgiów (kupiłam zachęcona recenzją Guciamal)
4. Ken Follett, Filary ziemi (już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem kupna tej powieści i wreszcie ją mam).

piątek, 8 lipca 2011

Dorota Terakowska, Poczwarka

"Albo Dary były nie dość dobre, albo ludzie nie rozumieli, dlaczego zostali wybrani, by je otrzymać."

Takim Darem dla Ewy i Adama była mała Myszka. Kiedy na świat przyszła długo wyczekiwana córka ani Ewa, ani Adam nie rozumieli dlaczego to właśnie oni zostali wybrani, by otrzymać taki Dar. A droga do tego zrozumienia była długa i wyboista, ale u jej kresu czekało szczęśliwe zakończenie - ZROZUMIENIE.
Zacznijmy jednak od początku. Ewa i Adam byli szczęśliwym małżeństwem. Oboje ciężko pracowali, by osiągnąć spełnienie i sukces zawodowy. Ich życie było starannie zaplanowane. Najpierw praca i zabezpieczenie bytu rodziny, potem budowa wymarzonego domu i na koniec poczęcie i urodzenie cudownego, wymarzonego dziecka (najlepiej chłopca, ale dziewczynka w ostateczności też mogłaby być). Dziecko  miało być najpiękniejsze, ale przede wszystkim najmądrzejsze, zdolne, utalentowane. Zanim się narodziło rodzice wszystko sobie zaplanowali: do jakiego pójdzie przedszkola, do jakiej szkoły, na jakie dodatkowe zajęcia będzie uczęszczać. Dla długo oczekiwanego dziecka wszystko miało być jak najlepsze. Miało być więc spełnieniem marzeń rodziców, miało być darem. 
A kiedy ten Dar pojawił się w ich życiu okazało się, że wszystko jest nie tak jak sobie zaplanowali. Córeczka nie była taka jak sobie wymarzyli, była inna, z ich punktu widzenia - gorsza.Początkowo oboje chcieli ten Dar odrzucić, nie rozumieli, dlaczego to właśnie oni zostali tak przez Pana obdarowani . Jednak Ewa postanawia zatrzymać córkę. 

W taki sposób Myszka pojawia się w ich pięknym, nowym domu.Tak też rozpoczyna się dla Ewy i Adama długa droga prowadząca do zrozumienia, że Myszka jest dla nich prawdziwym Darem, Darem, który odmieni całe ich dotychczasowe życie. I choć każde z nich dochodzi do tej wiedzy inną drogą, jest coś, co je łączy. Obie drogi wymagają wielkiego poświęcenia, obie prowadzą przez cierpienie, trud, zaparcie się samego siebie. Jednak nagrodą za ich pokonanie jest właśnie owo zrozumienie, a zrozumienie w tym wypadku to nie tylko całkowite przyjęcie i zaakceptowanie Myszki, ale przede wszystkim poznanie i przyjęcie prawdziwej Miłości.

Powieść Doroty Terakowskiej każe się nam zatrzymać i spojrzeć na życie z innej perspektywy. W książce tej padają ważkie pytania dotyczące etyki, moralności, naszego człowieczeństwa.
Adam, którego pragnieniem było mieć idealne genetycznie dziecko, dziecko "na życzenie" obdarzone wybranymi przez rodziców cechami, patrząc na swoją jakże nie idealną Myszkę zastanawiał się "Czy świat powinien być pełen ludzi doskonałych genetycznie, czy ludzi szczęśliwych? Czy doskonałe geny dają szczęście?". (strona 128)

A właśnie Myszka była szczęśliwa. To ona jest Darem, Darem nie tylko dla swoich rodziców, ale także dla nas czytających tę powieść. Mimo swojego ograniczenia, mimo skorupy jaką jest dla jej Duszy jej własne ciało Myszka uczy nas Miłości, cierpliwości, zaufania, uczciwości - uczy nas jak być Człowiekiem. Oczywiście poznajemy wygląd zewnętrzny Myszki, widzimy jej wielkie ograniczenia, jej niemoc, niezdarność, ale najważniejsze jest jednak to, że dzięki wspaniałym opisom autorki jesteśmy w stanie poznać tę Myszkę, która ukryta jest wewnątrz tego niezdarnego ciała. I ta Myszka jest piękna, wrażliwa, swobodna, mądra, czuła. Umie robić to, czego na zewnątrz nie potrafi, nie jest w stanie. Ta Myszka rozmawia z Nim, pomaga Mu tworzyć świat, mówi Mu co jest dobre, chroni przed popełnieniem błędów. Ma jednak świadomość tego, że nikt nie zna jej wnętrza, nie wie jaka jest na prawdę. Wtedy słyszy odpowiedź: "W każdym człowieku powinno być coś, o czym wie tylko on sam. Człowiek bez choćby jednej tajemnicy jest jak orzech, z którego po rozłupaniu zostanie sama skorupa. Ludzie za często dbają tylko o skorupę. Masz szczęście, że jesteś inna" (strona 207).

Temat, który porusza Dorota Terakowska nie jest mi obcy, ale po raz pierwszy spotkałam się z taką piękną, poetycką interpretacją wewnętrznego świata ludzi, których nazywa się Darem Pana. Tę łączność z Panem było widać wyraźnie wtedy, kiedy mogliśmy zajrzeć do wnętrza "skorupy" jaką było niezdarne, ociężałe ciało Myszki. Autorka posłużyła się tu analogią biblijną; nawiązała do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, w których opisane jest stworzenia świata. Myszka była świadkiem aktu stwórczego, jednocześnie współkreatorem tworzonego świata. Świata, w którym czuła się prawdziwie wolna, prawdziwie kochana i potrzebna.
Z wielkim wzruszeniem śledziłam losy Myszki, jednocześnie nie było mi  obce pytanie: Jak ja postąpiłabym na miejscu jej rodziców? Czy zdałabym  egzamin z dojrzałości i miłości? Czy potrafiłabym w Niej dojrzeć tę prawdziwą wolną, niczym nie skrępowaną Myszkę?

Trudno jest mi ocenić powieść Doroty Terakowskiej. W moim odczuciu treść, ważkość poruszanych tematów, zdominowała formę. Nie potrafię obiektywnie ocenić warsztatu pisarskiego autorki. Chłonęłam każde słowo nie zastanawiając się nad jego formą czy poprawnością lub zasadnością użycia, ale nad znaczeniem, jakie ze sobą niesie.
Oceniam tę powieść bardzo wysoko i zachęcam gorąco do jej lektury. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z wielkiego subiektywizmu mojej oceny, ale robię to z pełną świadomością).

Moja ocena 6/6

środa, 6 lipca 2011

Dom potrzebny od zaraz

Właśnie przeczytałam u Sabinki apel do wszystkich dobrych dusz, które chętnie stworzyłyby ciepły, przytulny domek dla tych wspaniałych kociaków.








Po dalsze szczegółowe informacje zapraszam na blog Sabinki Sabinkowe czytanie, w obłokach bujanie...

wtorek, 5 lipca 2011

Agatha Christie, Morderstwo w Orient Expressie

Ostatnio często na blogach spotykałam się z wpisami dotyczącymi kryminałów Agathy Christie. A ponieważ to moja ulubiona autorka tego gatunku pozazdrościłam wszystkim czytającym Agathę i postanowiłam powrócić do jej powieści. Swego czasu zbierałam całą kolekcję jej książek z Wydawnictwa Hachette, ale nie wszystkie przeczytałam. Teraz mam nadzieję to nadrobić. Zamierzam przeczytać całą kolekcję, także te powieści, które już znam. I właśnie od takiej zaczęłam.

Morderstwo w Orient Expressie to jedna z moich ulubionych powieści Agathy. Ulubionych także dlatego, że zagadkę tajemniczego morderstwa rozwiązuje mój ulubiony detektyw Herkules Poirot. Ten z pozoru wydawałoby się śmieszny Belg ma niespotykanie wręcz analityczny umysł, dzięki któremu jest w stanie rozwiązać nawet najbardziej zagmatwaną tajemnicę. Sam lubi mówić, że największe sprawy rozwiązuje się siedząc w fotelu i wykorzystując pracę swych szarych komórek. 
Taką okazję stwarza Poirotowi morderstwo dokonane w expressie jadącym ze Stambułu do Calais. W nocy w swoim przedziale zostaje zamordowany amerykański biznesmen. Wszystko wskazywałoby na to, że morderca uciekł z pociągu, gdyby nie fakt, iż pociąg stanął w zaspie a na śniegu nie ma żadnych śladów. Wniosek - morderca musi ukrywać się wśród pasażerów expressu.
Na szczęście jest niezawodny Herkules Poirot, który potrafi rozwiązać tę niezwykle skomplikowaną zagadkę, mimo braku dostępu do jakichkolwiek źródeł policyjnych, dzięki którym mógłby sprawdzić prawdziwość składanych zeznań. Ale taka sprawa cieszy Poirota, bo właśnie będzie mógł udowodnić, że tylko dzięki dedukcji jest w stanie rozwikłać tajemnicę. Czy tak się stanie?
Mimo, że znałam zakończenie, bo czytałam tę powieść wielokrotnie oraz oglądałam jej ekranizację, nie nudziłam się i z zainteresowaniem ponownie śledziłam tok rozumowania słynnego detektywa.

Naprawdę gorąco polecam tę powieść genialnej Agathy  nie tylko miłośnikom jej twórczości czy wielkiego Herkulesa Poirota.

Moja ocena 6/6

poniedziałek, 4 lipca 2011

Doris Lessing, Martha Quest

 To moje pierwsze spotkanie z brytyjską pisarką, laureatką literackiej Nagrody Nobla w 2007 roku. Oczywiście znalazła się ona w moich planach czytelniczych dzięki wyzwaniu Projekt Nobliści. Muszę przyznać, że było to udane, choć nie mogę powiedzieć - bardzo udane, spotkanie. Na powieść trafiłam przypadkowo w bibliotece. Jest to pierwsza część cyklu Dzieci przemocy, składającego się z pięciu powieści. 

Tytułowa bohaterka, Martha Quest, to młoda piętnastoletnia Brytyjka dorastająca na farmie w jednej z kolonii brytyjskich w Afryce. Doris Lessing przedstawia nam typowy portret zbuntowanej nastolatki. Martha nie potrafi porozumieć się z rodzicami: trochę apodyktyczną, wścibską matką i hipochondrycznym (choć rzeczywiście lekko schorowanym), wpatrzonym w siebie ojcem. Nie umie też nawiązać bliższych relacji z bratem, który pojawia się w powieści na krótko, kiedy przyjeżdża na wakacje. Rodzice nie traktują rodzeństwa jednakowo, większe nadzieje i aspiracje wiążąc właśnie z bratem Marthy.
Martha nie ma wielu przyjaciół, choć nie ma trudności z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami. Największą rolę odgrywa jej przyjaźń z braćmi Cohenami: Jossem i Sollym, choć nie popiera jej matka dziewczyny. Cohenowie są bowiem Żydami i przez społeczność koloni są traktowani jako obcy etnicznie i rasowo; nazywa się ich obraźliwie kafirami. Mimo to dla Marthy ta znajomość jest bardzo ważna. Bracia pożyczają jej bowiem ciekawe i wartościowe książki, dzięki którym dziewczyna może się rozwijać i kształtować swoją osobowość i swoje poglądy.
Joss Cohen pomaga także bohaterce wyrwać się z dusznej i nieprzyjemnej atmosfery domu i prowincji, załatwiając jej pracę w biurze swego krewnego w mieście. Jednak wyjazd do miasta, który początkowo wydawał się Marcie nader korzystny i widziała w nim szansę na zmianę swego losu, ostatecznie okazał się niezbyt udany. Bohaterka nadal jest samotna, niezrozumiana i czasem biernie poddaje się biegowi wypadków. Właściwie nie potrafi wziąć swego życia w swoje ręce i daje się manipulować nie zawsze sobie życzliwym ludziom.

Muszę wyznać, że Martha Quest od samego początku bardzo mnie irytowała. Nie mogłam jakoś jej polubić i przyjąć jej punktu widzenia. Denerwował mnie fakt, że tak bezwolnie dawała sobą kierować, czasem nawet wbrew własnym przekonaniom i wyznawanym wartościom. Z jednej strony wydawało się, że jest to mądra, myśląca dziewczyna i dlatego tak irytowało mnie bardzo jej postępowanie, jej podporządkowanie się spotykanym przez nią ludziom. 
Ponadto sam problem  zbuntowanej nastolatki nie wydawał mi się szczególnie odkrywczy; gdyby nie odległość czasowa i przedstawione realia moglibyśmy pomyśleć, że czytamy powieść o współczesnej niezadowolonej nastolatce.

Właśnie te realia przedwojennej brytyjskiej kolonii w Afryce wydaja się być w książce najciekawsze. Doris Lessing bardzo szczegółowo i wyraziście ukazuje relacje łączące przebywających w kolonii Anglików z innymi jej mieszkańcami: Afrykanerami (Burami), Żydami i oczywiście Murzynami. Pokazuje wszelkie przejawy nietolerancji i rasizmu, ukryte pod płaszczykiem ogłady towarzyskiej. Ukazuje też środowisko "złotej młodzieży" spędzającej czas na zabawie, pijaństwie. Młodzieży traktującej z góry każdego, kto choć trochę odbiega od nich i od ich wyobrażeń. Młodzieży, która nie ma szacunku ani dla niżej od siebie postawionych, ani nawet dla szanowanych obywateli kolonii. Młodzieży, która dla dobrej zabawy jest w stanie poświecić godność drugiego człowieka. 
Pomiędzy wierszami możemy także wyszukać garść wiadomości na temat nastrojów panujących w kolonii w przededniu wybuchu II wojny światowej, choć stanowią one odległe, dość marginalne tło dla toczących się wydarzeń związanych z postacią  tytułowej bohaterki.

Powieść czyta się mimo to bardzo łatwo i przyjemnie. Narracja prowadzona jest dość wolno, lecz dzięki temu lepiej możemy poznać klimat brytyjskiej kolonii. Czytając tę książkę nie odczuwałam znużenia, lecz wspomnianą już wcześniej irytację, ale była ona związana raczej z charakterem bohaterki i jej postępowaniem, a nie ze stylem pisarskim Doris Lessing. A ten mi się podoba i na pewno przeczytam jeszcze jakąś jej powieść. Być może nie będą to kolejne części cyklu, ale na pewno mam wielką ochotę na poznanie powieści Piąte dziecko. I mam nadzieję, że uda mi się to w bliższym bądź dalszym czasie.

Moja ocena 4+/6 (postanowiłam jednak stosować plusy; w tym przypadku dodaję go za wnikliwą analizę stosunków społecznych w kolonii brytyjskiej oraz za styl autorki)

piątek, 1 lipca 2011

Zjadacze czasu

W czerwcu oprócz czytania zajmowałam się swoją drugą pasją - decoupagem. Ostatnio polubiłam pracę z papierem ryżowym. I dlatego wpadłam na pomysł, by w ramach podziękowania za 6 lat obecności moich pociech w przedszkolu (córka idzie w tym roku do pierwszej klasy) zrobić wszystkim pracownikom prezent w postaci lampionów. Zaczęłam "produkcję" już w połowie maja, a skończyłam właściwie wczoraj. Dziś z dziećmi zanieśliśmy prezenty do przedszkola. Mam nadzieję, że się spodobały.

Zamieszczam kilka zdjęć z moimi lampionami. Na dwóch pierwszych widać zapaloną świeczkę. Naprawdę ładnie i  nastrojowo wygląda to dopiero wieczorem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...